Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 kwietnia 2013

#14 Harry cz. 1


- Mamo, muszę tam iść? - stałam w drzwiach pokoju i błagałam mamę o to, bym została w domu.
- Tak, to twoje kuzynki, zaprosiły cię, więc masz iść. Ruszaj się, bo się spóźnisz.
- Ugh. 
Nienawidziłam tych dni, które spędzałam w gronie rodziny. Nie, że nie lubiłam kuzynek. Były okej. Ale wolałam posiedzieć w pokoju, trochę pograć na gitarze, może coś skomponować.
Otworzyłam niechętnie szafę i wyjęłam z niej jasno różowy sweterek i szare leginsy. Ubrałam to na siebie i poszłam do łazienki. Lekko pomalowałam oczy, ułożyłam włosy i zeszłam do mamy.
- Możemy jechać - powiedziałam cicho i zaczęłam zakładać buty.
- Wspaniale. 
Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie.
- Błagam cię, bądź miła. 
- Jasne… - odburknęłam pod nosem.
- [T.I] masz być miła. To jest twoja rodzina, więc nie zrób niczego złego, rozumiemy się?
Nie odpowiedziałam, tylko odwróciłam głowę w stronę szyby.
- Tak czy nie? - domagała się mama.
- Może.
- Posłuchaj [T.I]. To są jej urodziny, więc nie zniszcz jej tego dnia. Zaprosiła cię, przyjęłaś zaproszenie, a teraz wystarczy tylko wysiedzieć tam do końca i być miłym. Jasne?
- No.
Dalsza droga przebiegła w milczeniu.
***
- Cześć [T.I], jak miło, że jesteś! - wykrzyknęła ciotka, kiedy mnie zobaczyła.
- Ciężko było odmówić - odparłam ze sztucznym uśmiechem.
Ciotka zaprowadziła mnie to ich dużego ogrodu, gdzie siedzieli już wszyscy zaproszeni. Niektórzy siedzieli na kocu na trawie, niektórzy na leżakach, a jeszcze inni na krzesełkach.
- Usiądź gdzie chcesz. Ja już zmykam, bawcie się dobrze - oznajmiła ciocia i weszła do domu.
Zajęłam pierwsze lepsze miejsce, tak się stało, że akurat obok mojej kuzynki i na przeciwko jakiegoś całkiem przyzwoitego chłopaka.
"Impreza" ciągnęła się niemiłosiernie. Ciężko było mi tam usiedzieć, więc przeprosiłam kuzynkę i ruszyłam w stronę domu. Weszłam i skierowałam się do salonu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam się rozglądać. W pewnym momencie usłyszałam kroki. Po chwili moim oczom ukazał się owy przystojny chłopak. 
- Hej… - powiedział i podszedł do mnie niepewnie. - Chyba… chyba zabłądziłem.
- A czego szukasz? - odpowiedziałam obojętnie.
- Właściwie, to ciebie.
- Mnie?
Pokiwał twierdząco głową i podszedł jeszcze bliżej mnie.
- Harry - przedstawił się.
- [T.I]. Dlaczego mnie szukałeś?
- Chciałem cię poznać.
- Aha. 
No więc się poznaliśmy. Długo siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Było sto razy lepiej niż w tym ogródku. Śmialiśmy się, żartowaliśmy… 
Po jakimś czasie oboje zgodnie stwierdziliśmy, że powinniśmy opuścić tą "imprezę". Wyszliśmy więc z powrotem do ogrodu i podeszliśmy do mojej kuzynki.
- O hej, długo was nie było… znacie się? - zapytała, kiedy nas zobaczyła.
- Poznaliśmy się. I tak właściwie, to chyba już pójdziemy - powiedziałam szybko.
- Już? Ale… to moje urodziny i… No jak chcecie… - jąkała.
Harry spojrzał na mnie, a następnie na [Imię kuzynki]. Później znów na mnie i na nią.
- Może zostaniemy? - szepnął mi do ucha.
- Harry, mieliśmy iść - odpowiedziałam przez zęby.
- Ale to jej dzień.
Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się sztucznie do [to samo imię kuzynki]. 
- No dobra, zostaniemy.
Kuzynka klasnęła w ręce i podziękowała. Zajęliśmy miejsce koło siebie i cały czas rozmawialiśmy, nie zwracając uwagi na innych gości.
Po około 2 godzinach zaczęło się ściemniać. Zostaliśmy na dworze, aż całkiem nie zapadł zmrok.
- Ja będę już wracać do domu - powiedziałam do kuzynki.
- No coś ty! Nie pozwolę ci teraz na spacer. Chodźcie do domu.
Ja, Harry, [to samo imię kuzynki] i kilka jej koleżanek weszliśmy do domu. Jej koleżanki poszły na górę, a my we trójkę zostaliśmy na dole.
- Idziecie? - zapytała wskazując na schody.
- Może zaraz przyjdziemy - odparłam, na co pokiwała głową i poszła do pokoju na piętrze.
Harry ruszył w stronę kuchni, a ja zaraz za nim. Podszedł do lodówki i popatrzył na mnie.
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- Nic. Tylko może… się napijemy?
Spojrzałam na niego znacząco i uśmiechnęłam się. Energicznie pociągnął drzwi lodówki, a butelki piwa zatrzęsły się, stukając o siebie. Wyjął 4, a dwie z nich wręczył mi. Wróciliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Harry otworzył swoją butelkę, a ja swoją i w tym samym momencie przyłożyliśmy je do ust, nabierając a następnie połykając trunek. 
W ciągu dwóch godzin zdążyliśmy wypić po trzy piwa na głowę i pół wina. Mieliśmy bardzo dobry humor i dużo się śmialiśmy. O dziwo kuzynka ani żadna z jej koleżanek nie zeszła, żeby zobaczyć, co się dzieje. 
Spojrzałam na zegarek, który ukazywał 1:28.
- One chyba już śpią - powiedziałam ściszonym głosem, zachichotałam i wzięłam łyka wina.
- Może my też powinniśmy? - zapytał.
- Może…
Zmieniłam pozycję i teraz siedziałam z głową opartą o ramię Harry'ego. On objął mnie ramieniem i głaskał lekko moją rękę. Niedługo potem zasnęłam.
CDN.
______________________

Bardzo, bardzo zua ja :( Ostatni imagin był 28 lutego. Czy mnie pojebało? Ja strasznie przepraszam wszystkich, którzy czytają moje beznadziejne wypociny.
Mam nadzieję, że teraz pójdzie mi łatwiej, bo będzie dwu- albo trzyczęściowy i w miarę chyba pomysł jest dobry. Mam nadzieję.
W tej zakładce możecie zgłaszać się, żebym was informowała o nowych imaginach.
Jeszcze raz przepraszam i dziękuję wszystkim za przeczytanie. Zostawcie komentarze, to na prawdę jest dla mnie ważne. xx

czwartek, 14 lutego 2013

#10 Harry | Walentynkowy


Dedykacja dla @Marta44397778. Zakochanych Walentynek! xx


Hazz69: Chciałbym cię zobaczyć na żywo… 
GuitarGirl: Wkrótce mnie zobaczysz. 
Hazz69: Nie mogę się doczekać…
Od kilku miesięcy pisałam na internetowym czacie z chłopakiem o nicku Hazz69. Być może dziwnie do brzmi, ale polubiłam go. Nawet więcej niż polubiłam. Śmiało mogę stwierdzić, że zakochałam się w nim. 
Nigdy nie wymieniliśmy się swoimi zdjęciami. Tak ustaliliśmy na początku i tego się trzymaliśmy. Dla mnie było ważne jego wnętrze, a nie wygląd. Wiedzieliśmy tylko ile mamy lat. Nawet naszych imion nie znaliśmy, co wydawać się może dziwne.
Nadchodziły walentynki. Dla mnie żaden nadzwyczajny dzień, z tym wyjątkiem, że mogłam popisać z Hazz69. Jednak on miał nieco inne plany, a ja byłam zaskoczona, gdy mi je przedstawił.
Hazz69: Skoro mamy się i tak spotkać, to może spotkamy się w walentynki?
GuitarGirl: W walentynki? Ale czemu akurat wtedy?
Hazz69: Najlepszy moment, żeby się poznać, nie uważasz?
GuitarGirl:| Hm… Być może… W takim razie w porządku. Jak się poznamy?
Hazz69: Będę miał czerwoną różę, a oboje narysujemy sobie na spodzie dłoni serce. Pasuje ci?
GuitarGirl: Jak najbardziej. 
I w ten sposób się zgodziłam.
Teraz stoję przed szafą i zastanawiam się, w co mam się ubrać. Wystroić, czy nie? Nie, zdecydowanie nie. Nie lubię się tak ubierać. W końcu zdecydowałam, że założę coś zwykłego, aby czuć się wygodnie i swobodnie. Byłam gotowa, więc ubrałam buty, wyszłam z domu i podążałam spokojnym tempem w stronę parku, czyli tam, gdzie się umówiliśmy.
Szłam parkową ścieżką mijając wiele zakochanych par. Hazz69 miał na mnie czekać na którejś z ławek, więc rozglądałam się na boki i szukałam go. Zrezygnowana przechodziłam już obok jednej z ostatnich ławek, kiedy coś rzuciło mi się w oczy. Chłopak trzymał w ręku czerwoną różę, a na dłoni miał namalowane czarne serduszko. Opuściłam dłoń w dół i chłopak prawie podskoczył na siedząco.
- GuitarGirl? - zapytał.
Ja spojrzałam na niego i odpowiedziałam:
- Owszem. Hazz69?
- Zgadza się. 
Chłopak wstał i podał mi wolną rękę.
- Harry - powiedział, a ja uścisnęłam jego dłoń.
- [T.I]. 
Harry wręczył mi różę, a ja podziękowałam promiennym uśmiechem. Muszę przyznać, że wygląd miał tak samo dobry co charakter. Oboje usiedliśmy na ławce i uśmiechaliśmy się do siebie.
- Nie sądziłem, że jesteś taka… piękna - powiedział wciąż się na mnie patrząc.
Czułam, że rumieniec zalewa moje policzki. 
- Dziękuję - odpowiedziałam cicho i uśmiechnęłam się słodko.
- Mam nadzieję, że ja też cię nie zawiodłem.
- Nie, skąd. Właściwie to nie chciałam mieć twojego zdjęcia wcześniej, żebyś nie pomyślał, że lecę na twój wygląd. 
- Ja miałem podobnie. Z resztą spodobałaś mi się taka, jaka byłaś na czacie i nie potrzebowałem twojego zdjęcia.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę na ławce, a potem ruszyliśmy na spacer po mieście. Nasza rozmowa coraz bardziej się rozkręcała i znajdywaliśmy coraz więcej wspólnych tematów. W pewnym momencie Harry przystanął i powiedział tym swoim zachrypniętym, seksownym głosem:
- Muszę ci coś pokazać. Koniecznie.
- Tak nagle?
- Tak. 
- Daleko to?
- Nie tak bardzo. Zaufaj mi.
Szliśmy już dobre pół godziny, a miejsca które Harry chciał mi pokazać nie było widać. Jednak nie pytałam się "daleko jeszcze?", bo miałam mu zaufać.
Harry zatrzymał się przed piękną, starą i wysoką kamienicą. Nic z tego nie rozumiałam, ale ponownie nie zapytałam, czemu tu jesteśmy. Weszliśmy do środka, a następnie schodkami na samą górę. Nie było ich mało, a im wyżej byliśmy, tym ciężej było mi iść. W końcu dotarliśmy na miejsce.
- Gotowa zobaczyć coś, czego nigdy wcześniej nie widziałaś? - zapytał zachęcająco. 
- Wydaje mi się, że tak.
- A więc… zapraszam…
Harry pchnął ogromne, drewniane drzwi i moim oczom ukazał się spory balkon, a właściwie taras. Wyszliśmy na zewnątrz i stanęliśmy przy barierce. Z tego miejsca widać było prawie całe miasto, bo kamienica znajdowała się na wzniesieniu. W oddali widziałam jeszcze tętniący życiem Londyn mimo to, że słońce już zachodziło. Ale tu było tak spokojnie. 
- Skąd znasz to miejsce? - zapytałam wciąż zauroczona widokiem.
- Kiedyś mieszkałem tutaj. Przychodziłem na ten taras kiedy było mi źle, ale nie tylko. Nigdy nikogo tu nie zaprowadziłem. 
Harry spojrzał na mnie, a ja zrobiłam to samo. Patrzyliśmy sobie w oczy, a ja podziwiałam piękny kolor jego tęczówek. Przybliżaliśmy się do siebie niby niezauważalnie, a jednak. Gdy staliśmy od siebie zaledwie dwa centymetry, Harry szepnął mi do ucha:
- Zamknij oczy i pomyśl życzenie…
Tak też zrobiłam. Pomyślałam życzenie i… w tym momencie poczułam smak ust Harrego. Całował mnie spokojnie i czule. Kto jak kto, ale on robił to najlepiej. Po kilku chwilach z niechęcią odsunęliśmy się od siebie, a ja powiedziałam:
- Czytasz w myślach?
Harry zaśmiał się i znowu mnie pocałował.

_____________________

Przedostatni imagin, mam nadzieję, że was nie zawodzę nimi :3 
I jeszcze jedną mam nadzieję - że Marcie się spodobał :) xx

sobota, 2 lutego 2013

#3 Urodzinowy | Harry


Od zawsze byłam przyjaciółką Harrego, a teraz także i reszty chłopaków. Hazza zaprosił mnie na swoją imprezę urodzinową, która odbywała się w klubie. Z chęcią się zgodziłam na nią pójść, bo to w końcu mój przyjaciel. 
Do klubu weszłam około 20:00, a impreza się rozkręcała. Szukałam solenizanta i już po chwili go znalazłam. Siedział przy barze i rozmawiał z Niallem.
- Cześć chłopaki - przywitaliśmy się całusem w policzek. - Co tak sztywno tu?
- Sztywno? - zapytał Harry. - Sztywny to jest…
- Oszczędź nam tego Hazza - powiedziałam i wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
Jakieś pół godziny później impreza rozkręciła się i wszyscy świetnie się bawiliśmy. Harry to chyba nawet za świetnie. Striptizerki kręciły się wokół niego ciągle, a on nie mógł oderwać oczu od ich krągłości. Może to głupie, ale byłam zazdrosna o niego. Mimo to, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
W pewnym momencie Harry podszedł do mnie i był już nieźle nawalony.
- Zaaatańczymy? - zapytał zataczając się.
- Haz, nie jesteś za bardzo pijany? Wywalisz się - odpowiedziałam przytrzymując go za ramię. - Idź lepiej usiądź.
- Nie chcę. Chodź no na parkiet. Prooooszę cię.
- Nie Harry. 
- Idiotka - powiedział i odszedł.
Zabolało mnie to. Łzy napłynęły mi do oczu i postanowiłam, że wyjdę z klubu, bo nic tu po mnie. Poszłam do szatni po kurtkę i czym prędzej wyszłam z klubu. Nikt nawet nie zauważył, ale to może lepiej. 
Kilkadziesiąt minut szłam piechotą do domu mojego i chłopaków, a kiedy doszłam otworzyłam drzwi, zdjęłam buty i poszłam szybko na górę.
~*~
Rano obudziły mnie promienie słońca rozświetlające mój pokój. Zdziwiłam się, bo taka ładna pogoda w Londynie zdarza się bardzo rzadko. Jednak ja miałam zły humor po tym, co powiedział wczoraj Harry. Niby jedno słowo, ale zabolało mnie. Może dlatego, że on nigdy nie był mi obojętny. Z resztą nie ważne.
Wygramoliłam się z łóżka i poszłam do najbliższej łazienki. Przed drzwiami zderzyłam się z Harrym.
- Sorry - powiedział cicho.
Przepchnęłam się między nim a drzwiami i już po chwili zamykałam je na klucz. Osunęłam się powoli na podłogę i schowałam głowę między nogami a brzuchem. Chyba nie żałuje tego, co powiedział. W innym przypadku przeprosiłby mnie nie za zderzenie, a za tamte jedno, małe, bardzo raniące słówko.
Nie wiem jak długo siedziałam w tej łazience, w każdym razie Nialler dobijał się do mnie dobre 10 minut.
- [T.I] wyłaź stamtąd! Co ty tam tak długo robisz?! Słyszysz mnie? [T.I]! Uwaga, wchodzę!
No i wszedł. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam mu się w oczy.
- Boże święty, myślałem, że podcięłaś sobie żyły czy coś - powiedział z ulgą.
- No co ty, nie jestem chora psychicznie - odparłam z oburzeniem po czym wstałam.
- Coś taka nie sosie dzisiaj… Dobra, wyjdź, chce mi się sikać. 
Wyszłam więc z łazienki i ruszyłam w stronę mojego pokoju. Na moim łóżku siedział Harry.
- Co tu robisz? - zapytałam oschle.
- [T.I], nie wiem co wczoraj powiedziałem nie tak, nie wiem w którym momencie wyszłaś, ale martwiłem się o ciebie.
- Haha, jasne. Nie wmawiaj mi głupot. 
- Nie wmawiam. Co wczoraj zrobiłem? Byłem strasznie pijany, a teraz mam mocnego kaca, więc nie pamiętam części wieczora.
- Najpierw obmacywałeś się ze striptizerką, piłeś strasznie dużo, chciałeś ze mną zatańczyć, ale ja nie chciałam, bo byś się wywalił. Więc nazwałeś mnie idiotką, byłeś bardzo poważny i sobie poszedłeś. A ja wyszłam.
- Nazwałem cię idiotką? Mój Boże, przepraszam cię.
Hazza wstał i położył dłonie na moich ramionach. 
- Przepraszam cię, serio - powiedział cicho. - Być może powiedziałem tak, bo… bo ja czuję do ciebie znacznie więcej, niż tylko przyjaźń. Ale wiem, że nigdy nie odwzajemniałaś mojego uczucia i dlatego wolałem mieć z tobą mniej wspólnego. Wiem, głupie to, ale co ja mam zrobić. Kocham cię jak oszalały, a…
- Ej, chwila. Kto powiedział, że ja cię nie kocham?
- Co? - zapytał i wytrzeszczył oczy.
- A jak myślisz? Co oznaczały te wszystkie flirty, dłuższe objęcia, całusy? Zawsze dawałam ci jakiś znak, a ty go nigdy nie mogłeś rozszyfrować. Ja powinnam nazwać cię idiotą, a nie ty mnie.
Harry uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Jak chcesz, mogę być twoim idiotą.
Zbliżył się do mnie i zetknął nasze usta w słodkim, czułym pocałunku. 
- Kocham cię - wyszeptał mi do ucha.
Po chwili już leżeliśmy w łóżku pozbawieni połowy ubrań. Kto by pomyślał, że wyląduję w łóżku z moim najlepszym przyjacielem, a właściwie już chłopakiem - Harrym Styles'em?
____________________

Wiem, Hazza miał urodziny wczoraj, ale ja napisałam go dzisiaj. Zjebałam, wiem. Temat oklepany, ale nie miałam pomysłów.
A zgadnijcie, co mnie natchnęło? Tak, pijackie, melanżowe, dziewiętnaste urodziny Hazzy! :D

piątek, 1 lutego 2013

#2 Urodzinowy | Harry


Jestem Directionerką od samego początku powstania zespołu. Niestety jestem jedną z tych nieszczęśliwych. Półtora roku temu dowiedziałam się, że mam chore serce. Będzie potrzebny przeszczep, ale na tą chwilę nie ma dawcy. Często przebywałam w szpitalu i teraz także się tu znajduję. Na nogach trzymam laptopa i siedzę na twitterze oraz skype i czatuję z innymi fankami. Wiele z nich bardzo mnie wspiera w mojej chorobie i dzięki nim czuję się potrzebna. Jednak nie wiadomo, czy w ogóle przeżyję i jestem tego świadoma. Powoli się z tym godzę, że już niedługo zabraknie mnie na tym świecie. Szkoda tylko, że umrę tak młodo. Mam dopiero 19 lat, a całe życie powinno być jeszcze przede mną, a nie się kończyć. Lecz co zrobić. Rodzice opuścili mnie zaraz po tym, gdy dowiedzieli się o mojej chorobie. Raz czy dwa razy zadzwonili, usprawiedliwiając się w słaby sposób. Mówili, że nie są gotowi na tak drastyczne zmiany i co miesiąc będą mi przesyłali pieniądze na leczenie. No tak, właściwie czemu ja się dziwię. Nigdy nie mieli dla mnie dużo czasu. Ojciec biznesmen, mama żona biznesmena. Tata często wyjeżdżał, a mama chodziła po różnego rodzaju spa, spała w drogich hotelach, chodziła po drogich restauracjach. Miała przyjaciółki, a właściwie to koleżanki, które lubiły ją za pieniądze… Ale nie ważne.
Mimo to, że jestem chora, to ten dzień był najlepszym w moim życiu.
~*~
Pielęgniarka weszła do mojego pokoju i obudziła mnie wesoło:
- Witaj [T.I] w tym pięknym dniu! - podeszła do okna i odsłoniła je. 
Promienie słońca zawitały w moim szpitalnym "pokoju".
- Coś się stało pani Stefanio? - zapytałam. - Jest dawca?
- Tak! I to nie tylko! Ktoś pragnie cię odwiedzić. Chodźcie chłopcy! - zawołała, a do mojej sali weszli wszyscy członkowie 1D.
Byłam zaskoczona, ale i szczęśliwa. Nie mogłam w to uwierzyć, że przyszli mnie odwiedzić. To jest… Niesamowite!
- Czeeeeść! - wykrzyknęli wszyscy jednocześnie. 
- Co wy tu robicie? - zapytałam wciąż nie wierząc w moje szczęście.
- Otóż tak… - zaczął Harry. - Dostaliśmy masę maili i tweetów od naszych fanek, które poinformowały nas o tobie. Opisały całą historię twojej choroby i prosiły, abyśmy cię odwiedzili, bo to twoje największe marzenie. Więc oto jesteśmy! Jak się czujesz?
- Teraz w porządku. Dzięki wam i dawcy… - odpowiedziałam.
Chłopcy podeszli do mnie i każdy po kolei mnie przytulił.
Rozmawialiśmy kilka godzin, śmialiśmy się i śpiewaliśmy. Niestety pod wieczór chłopcy musieli iść, ale obiecali, że jeszcze mnie odwiedzą. 
I tak się stało. Harry odwiedzał mnie codziennie, a inni co kilka dni. Wszyscy odwiedzili mnie także bezpośrednio przed przeszczepem i wspierali mnie. W szczególności Hazza. Czułam do niego coś więcej i postanowiłam mu to powiedzieć, zanim przejdę operację, której mogę nie przeżyć.
- Harry… - powiedziałam. - Chłopcy, możecie wyjść? - poprosiłam, a reszta wyszła posłusznie z pokoju.
- Tak? - usiadł na moim łóżku i uśmiechnął się.
- Bo… Ja muszę ci coś powiedzieć. Ponieważ operacja może się nie powieść, co jest równoznaczne z tym, że istnieje prawdopodobieństwo, że umrę…
- Nie mów tak! - przerwał mi.
- Ale jest taka możlwość.
- Tak się nigdy nie stanie, rozumiesz? Nie dopuszczę do tego.
- Okej, niech ci będzie. W każdym razie… Czuję do ciebie coś znacznie więcej niż tylko przyjaźń. Wiem, że możesz nie odwzajemnić tego uczucia, ale…
- Ja też cię kocham [T.I] - po tych słowach Harry złożył na moich ustach czuły pocałunek.
~*~
Harry spał na fotelu w mojej sali aż do kiedy pielęgniarka nie przyszła do mnie rano i nie obudziła mnie na operację. Podszedł do mnie zaspany, złapał mnie za rękę i powiedział:
- Nie opuszczę cię, bo cię kocham. I ty też mnie nie opuszczaj, dobrze?
Pokiwałam twierdząco głową, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Pocałował mnie ostatni raz, po czym pielęgniarka zabrała mnie na salę operacyjną.
*Kilka/naście godzin później*
Obudziłam się na sali pooperacyjnej. Bolała mnie klatka piersiowa i czułam niewygodny ucisk. Jednak byłam szczęśliwa z tego bólu, bo to oznacza, że żyję. Chciałam przetrzeć oczy, ale skóra za bardzo mnie ciągnęła. Pielęgniarka zauważyła, że się obudziłam, podeszła do mnie i powiedziała:
- Witaj znowu! Twój ukochany siedział cały czas na krzesełku przed drzwiami do bloku operacyjnego. Był strasznie zestresowany i chyba ciągle tam siedzi! 
- A… a może mnie pa-pani do niego za-zabrać? - jąkałam się, bo ciężko było mi mówić.
- Tak, zaraz stąd wyjedziemy.
Kilkanaście minut później byłam już w mojej sali, a Harry siedział koło mnie na łóżku.
- Mówiłem ci, że się uda - mówił gładząc mnie po głowie. - Kocham cię.
- Ja też cię kocham.
Pocałował mnie czule, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że już nigdy nic nas nie rozłączy.