Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walentynkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walentynkowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2013

#11 Liam | Walentynkowy


Dedykacja dla @Agnes_Free_Hugs. Udanego końca walentynek! xx


Stałam w kolejce do podpisywania płyt przez chłopaków z 1D. Była strasznie długa, a ja czekałam już jakąś godzinę. Jednak przede mną zostało już niewiele dziewczyn, więc najprawdopodobniej zaraz stanę twarzą w twarz z moimi idolami. To cudowne, że mogłam pójść na ich koncert a później podpisywanie płyt w przeddzień walentynek, bo to było moje marzenie. Jako fanka podkochiwałam się z Liamie i zawsze chciałam go poznać bliżej, ale to chyba nie jest mi dane.
W końcu nadeszła moja kolej. Podeszłam do chłopaków i dałam im płytę do podpisania. Pierwszy podpisywał Louis, potem Zayn, Niall, Harry i na końcu Liam. Patrzyłam na niego i zdawałam sobie z tego sprawę, że on na mnie nie spojrzy. Ale jednak. Podniósł głowę i obdarzył mnie nie tylko pięknym spojrzeniem i uśmiechem, ale również przywitał się:
- Hej. Koncert się podobał? - zapytał.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Cieszę się.
Niestety jakaś następna zazdrosna fanka przerwała naszą rozmowę i zaczęła piszczeć i takie inne. Liamowi uśmiech zszedł z twarzy kiedy ją usłyszał. Kiedy odchodziłam od stolika, odwróciłam głowę żeby jeszcze raz spojrzeć na niego i ku mojemu zdziwieniu on również na mnie patrzył. Uśmiechnął się promiennie i pomachał mi na pożegnanie. Odwzajemniłam ten ruch i popatrzyłabym się na niego dłużej, gdyby nie to, że ochroniarz pięknie poprosił, żebym opuściła budynek. Tak też zrobiłam.
~*~
Następnego dnia wstałam szczęśliwa, a kiedy sięgnęłam po płytę i zobaczyłam autografy chłopaków, to byłam jeszcze bardziej szczęśliwa. Przeciągnęłam się, usiadłam na łóżku i spojrzałam w kalendarz. Kiedy zorientowałam się, że dziś są walentynki, humor mi  się trochę zepsuł. Miałam zamiar spędzić ten walentynkowy dzień, a raczej wieczór w barze i pić dużo alkoholu. Wstałam, podeszłam do szafy i wyjęłam potrzebne ubrania, a następnie poszłam wziąć poranny prysznic.
Później zjadłam śniadanie i miałam w planach nic nie robienie dzisiejszego dnia. Po kilku godzinach jednak mi się to znudziło, więc postanowiłam iść wcześniej do baru.
Ubrałam buty i wyszłam. Wsiadłam do autobusu na najbliższym przystanku i pojechałam do mojego ulubionego baru. 
Weszłam i od razu skierowałam się w stronę barmana. Znał mnie on bardzo dobrze, więc kiwnął mi głową i zabrał się do robienia drinka. Usiadłam na krześle i z nudów spojrzałam na mojego sąsiada. Ku mojemu zdziwieniu był to niejaki Liam. On również na mnie spojrzał i od razu się uśmiechnął.
- Hej, czy to nie ty byłaś na podpisywaniu płyt? - zapytał.
- Tak, to ja - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Niesamowite, że znów cię spotykam. Jak ci na imię?
- [T.I]. 
- Liam - podał mi rękę.
- Tak wiem - powiedziałam, ale uścisnęłam mu dłoń.
- No tak. Co tu robisz samotnie w walentynki?
- Piję… za samotność. A ty? 
- Ja też. Trzeba od czasu do czasu za to wypić, no nie? - poklepał mnie po ramieniu.
- Osobiście wolałabym pić za miłość.
- Chyba każdy by wolał.
Nasza rozmowa się rozkręcała, a ja rozmawiałam z nim jak ze zwykłym chłopakiem. To właśnie było niesamowite. Po długiej rozmowie i kilku drinkach Liam zaproponował spacer. Zgodziłam się z wielką chęcią, więc wyszliśmy z baru.
Spacerowaliśmy po mieście. Był dosyć ciepły wieczór jak na luty, a co najważniejsze nie było śniegu. Spotkaliśmy niestety kilkanaście fanek, które przerywały nam rozmowę, ale ogólnie spędziliśmy razem bardzo miło czas. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, a Liam co chwilę dziękował mi, że nie jestem wariatką i traktuję go normalnie.
- Powiem ci szczerze, że ta sława jest strasznie męcząca - wyznał. - Nie masz chwili prywatności, bo ciągle gdzieś o tobie piszą. I tyle fanek się spotyka na mieście… Nie to, że ich nie lubię, bo wszystkie je kocham, ale to wyczerpujące.
- Jasne, rozumiem cię. Wiesz, ja też jestem waszą fanką. 
- Domyśliłem się po tym, jak przyszłaś na podpisywanie płyt. Myślałem o tobie od tamtej pory.
Co? Liam Payne mnie zapamiętał spośród tych tysiąca fanek? 
- Serio? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Serio serio. A teraz kiedy cię poznałem… to coś niesamowitego.
- Taa… Niesamowite to jest to, że ja cię poznałam. Wyobrażasz to sobie? Idę do baru się napić, a tu Liam Payne. No kosmos po prostu.
- Wiesz… Wyobrażam sobie, bo ja jestem Liamem Paynem.
Oboje się zaśmialiśmy i przystanęliśmy. Stanęliśmy twarzą w twarz. Liam uśmiechnął się do mnie, a ja to odwzajemniłam. 
- Ty jesteś inną fanką. Nie piszczysz jak nas widzisz, zachowujesz się normalnie…
- Jest wiele takich fanek, uwierz mi. Tłumimy emocje w sobie, żeby was nie odstraszyć.
- Robisz to doskonale…
Liam przybliżył się do mnie i stał kilka centymetrów ode mnie. 
- Znamy się krótko… Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
Zarumieniłam się i byłam uradowana, że jest ciemno, bo on tego nie widzi.
- Nie wiem… Chyba wierzę - odpowiedziałam.
- To dobrze.
Liam zbliżył się jeszcze bardziej i po chwili czułam już smak jego ust. Odwzajemniłam jego pocałunek, ale niestety chwilę później musieliśmy go przerwać, bo zauważyliśmy błysk fleszy. 
- Chodźmy stąd - szepnął Liam, a ja pokiwałam twierdząco głową.
Pocałował mnie jeszcze raz i ruszyliśmy w stronę jego domu.

___________________

To już ostatni imagin z cyklu walentynkowych 2013. 
Mam wielką nadzieję, że imagin podobał się osobie, której był dedykowany, ale również całej reszcie wspaniałych Directionerek.
Dodałam ankietę w pasku bocznym - "Który imagin walentynkowy najbardziej wam się podobał?". Głosować będzie można kilka/naście dni, więc głosujcie :)
Powracam z następnym imaginem za 2-3 dni. Do "zobaczenia" :) 

#10 Harry | Walentynkowy


Dedykacja dla @Marta44397778. Zakochanych Walentynek! xx


Hazz69: Chciałbym cię zobaczyć na żywo… 
GuitarGirl: Wkrótce mnie zobaczysz. 
Hazz69: Nie mogę się doczekać…
Od kilku miesięcy pisałam na internetowym czacie z chłopakiem o nicku Hazz69. Być może dziwnie do brzmi, ale polubiłam go. Nawet więcej niż polubiłam. Śmiało mogę stwierdzić, że zakochałam się w nim. 
Nigdy nie wymieniliśmy się swoimi zdjęciami. Tak ustaliliśmy na początku i tego się trzymaliśmy. Dla mnie było ważne jego wnętrze, a nie wygląd. Wiedzieliśmy tylko ile mamy lat. Nawet naszych imion nie znaliśmy, co wydawać się może dziwne.
Nadchodziły walentynki. Dla mnie żaden nadzwyczajny dzień, z tym wyjątkiem, że mogłam popisać z Hazz69. Jednak on miał nieco inne plany, a ja byłam zaskoczona, gdy mi je przedstawił.
Hazz69: Skoro mamy się i tak spotkać, to może spotkamy się w walentynki?
GuitarGirl: W walentynki? Ale czemu akurat wtedy?
Hazz69: Najlepszy moment, żeby się poznać, nie uważasz?
GuitarGirl:| Hm… Być może… W takim razie w porządku. Jak się poznamy?
Hazz69: Będę miał czerwoną różę, a oboje narysujemy sobie na spodzie dłoni serce. Pasuje ci?
GuitarGirl: Jak najbardziej. 
I w ten sposób się zgodziłam.
Teraz stoję przed szafą i zastanawiam się, w co mam się ubrać. Wystroić, czy nie? Nie, zdecydowanie nie. Nie lubię się tak ubierać. W końcu zdecydowałam, że założę coś zwykłego, aby czuć się wygodnie i swobodnie. Byłam gotowa, więc ubrałam buty, wyszłam z domu i podążałam spokojnym tempem w stronę parku, czyli tam, gdzie się umówiliśmy.
Szłam parkową ścieżką mijając wiele zakochanych par. Hazz69 miał na mnie czekać na którejś z ławek, więc rozglądałam się na boki i szukałam go. Zrezygnowana przechodziłam już obok jednej z ostatnich ławek, kiedy coś rzuciło mi się w oczy. Chłopak trzymał w ręku czerwoną różę, a na dłoni miał namalowane czarne serduszko. Opuściłam dłoń w dół i chłopak prawie podskoczył na siedząco.
- GuitarGirl? - zapytał.
Ja spojrzałam na niego i odpowiedziałam:
- Owszem. Hazz69?
- Zgadza się. 
Chłopak wstał i podał mi wolną rękę.
- Harry - powiedział, a ja uścisnęłam jego dłoń.
- [T.I]. 
Harry wręczył mi różę, a ja podziękowałam promiennym uśmiechem. Muszę przyznać, że wygląd miał tak samo dobry co charakter. Oboje usiedliśmy na ławce i uśmiechaliśmy się do siebie.
- Nie sądziłem, że jesteś taka… piękna - powiedział wciąż się na mnie patrząc.
Czułam, że rumieniec zalewa moje policzki. 
- Dziękuję - odpowiedziałam cicho i uśmiechnęłam się słodko.
- Mam nadzieję, że ja też cię nie zawiodłem.
- Nie, skąd. Właściwie to nie chciałam mieć twojego zdjęcia wcześniej, żebyś nie pomyślał, że lecę na twój wygląd. 
- Ja miałem podobnie. Z resztą spodobałaś mi się taka, jaka byłaś na czacie i nie potrzebowałem twojego zdjęcia.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę na ławce, a potem ruszyliśmy na spacer po mieście. Nasza rozmowa coraz bardziej się rozkręcała i znajdywaliśmy coraz więcej wspólnych tematów. W pewnym momencie Harry przystanął i powiedział tym swoim zachrypniętym, seksownym głosem:
- Muszę ci coś pokazać. Koniecznie.
- Tak nagle?
- Tak. 
- Daleko to?
- Nie tak bardzo. Zaufaj mi.
Szliśmy już dobre pół godziny, a miejsca które Harry chciał mi pokazać nie było widać. Jednak nie pytałam się "daleko jeszcze?", bo miałam mu zaufać.
Harry zatrzymał się przed piękną, starą i wysoką kamienicą. Nic z tego nie rozumiałam, ale ponownie nie zapytałam, czemu tu jesteśmy. Weszliśmy do środka, a następnie schodkami na samą górę. Nie było ich mało, a im wyżej byliśmy, tym ciężej było mi iść. W końcu dotarliśmy na miejsce.
- Gotowa zobaczyć coś, czego nigdy wcześniej nie widziałaś? - zapytał zachęcająco. 
- Wydaje mi się, że tak.
- A więc… zapraszam…
Harry pchnął ogromne, drewniane drzwi i moim oczom ukazał się spory balkon, a właściwie taras. Wyszliśmy na zewnątrz i stanęliśmy przy barierce. Z tego miejsca widać było prawie całe miasto, bo kamienica znajdowała się na wzniesieniu. W oddali widziałam jeszcze tętniący życiem Londyn mimo to, że słońce już zachodziło. Ale tu było tak spokojnie. 
- Skąd znasz to miejsce? - zapytałam wciąż zauroczona widokiem.
- Kiedyś mieszkałem tutaj. Przychodziłem na ten taras kiedy było mi źle, ale nie tylko. Nigdy nikogo tu nie zaprowadziłem. 
Harry spojrzał na mnie, a ja zrobiłam to samo. Patrzyliśmy sobie w oczy, a ja podziwiałam piękny kolor jego tęczówek. Przybliżaliśmy się do siebie niby niezauważalnie, a jednak. Gdy staliśmy od siebie zaledwie dwa centymetry, Harry szepnął mi do ucha:
- Zamknij oczy i pomyśl życzenie…
Tak też zrobiłam. Pomyślałam życzenie i… w tym momencie poczułam smak ust Harrego. Całował mnie spokojnie i czule. Kto jak kto, ale on robił to najlepiej. Po kilku chwilach z niechęcią odsunęliśmy się od siebie, a ja powiedziałam:
- Czytasz w myślach?
Harry zaśmiał się i znowu mnie pocałował.

_____________________

Przedostatni imagin, mam nadzieję, że was nie zawodzę nimi :3 
I jeszcze jedną mam nadzieję - że Marcie się spodobał :) xx

#9 Louis | Walentynkowy

Dedykacja dla @kolorowa_17. Udanych Walentynek! xx


Nigdy nie miałam partnera kiedy wypadały walentynki. W tym roku jednak jest inaczej. Od kilku miesięcy spotykam się ze świetnym chłopakiem ze szkoły. Jest przystojny i wiele dziewczyn na niego leci, ale wybrał mnie. Był gwiazdą w szkole, każdy go uwielbiał, a on uwielbiał to, że go uwielbiają. 
Walentynki wydawały mi się najlepszym dniem na spędzenie wspólnie czasu i zrobienie czegoś romantycznego, czegoś, co zapamiętamy do końca życia. Ale tego, co się wydarzyło nie było w planach. 
Siedziałam na lekcji rozkojarzona, bo myślałam tylko o Tomie. Mój kolega z ławki zazwyczaj słuchał za mnie, a po lekcji zawsze dawał mi notatki, tak więc wiedziałam, że zrobi to i dziś. 
- Panno [T.I] [T.N] słucha mnie pani? Proszę podać wynik.
Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy Louis, wspomniany wcześniej kolega z ławki, mnie szturchnął.
- Tak, słucham - powiedziałam nie znając pytania zadanego przez nauczycielkę.
- Nie słucham, tylko jaki jest wynik - powiedziała zdenerwowana.
- Louis, pomóż mi - szepnęłam.
Lou podsunął mi swój zeszyt, przeczytałam po cichu i opowiedziałam nauczycielce.
- Dziękuję, jestem twoją dłużniczą - powiedziałam do Louisa.
- Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni…
Dalsza część lekcji przebiegła podobnie. Mazałam w moim zeszycie serduszka, w których było napisane "[T.I] + Tom = <3". Louis co jakiś czas zaglądał do moich "notatek z lekcji", ale nie zwracałam na to uwagi.
Po skończonych lekcjach wyszłam ze szkoły. Przed wejściem miał czekać na mnie Tom, jednak go tam nie zastałam. Rozglądałam się chwilę i zauważyłam go. Stał pod bramą i całował się z jakąś pustą lalką. Podeszłam do niego szybkim tempem i na "przywitanie" wymierzyłam mu siarczysty policzek. Powiedziałam tylko "To koniec" i wyszłam za bramę.
Szłam powoli przed siebie i rozmyślałam nad tym, co mi zrobił, gdy nagle usłyszałam dyszenie za plecami. Od razu pomyślałam, że to Tom, ale myliłam się.
- Hej, [T.I]…
Odwróciłam się i moim oczom ukazał się zdyszany Louis. 
- Po co za mną pobiegłeś?
- Bo nie wzięłaś ode mnie zeszytu.
- Aha… Tylko dlatego?
- Nie… Coś się stało? - zapytał zatroskany.
- Stało się, ale nie marzę o tym, żeby ci to powiedzieć.
- Będzie ci lepiej, jeśli o tym ze mną pogadasz.
- Nie sądzę. 
Wyprzedziłam go, ale on znowu mnie dogonił.
- Nie uciekaj. I tak wiem, co się stało.
- Więc po co pytasz?! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Bo… się o ciebie martwię… - powiedział cicho, ale ja i tak to usłyszałam.
- Martwisz się o mnie? Jasne. Coś jeszcze?
- Proszę, pogadaj ze mną.
- Nie chcę z tobą o tym gadać, rozumiesz?!
- Okej. Zgłoś się jak będziesz chciała. Siema.
Louis odwrócił się i odszedł w drugą stronę. Sama nie wiem, czemu to zrobiłam, ale stanęłam, pomyślałam chwilę, zamknęłam oczy i krzyknęłam za Louisem:
- Czekaj!
Lou w natychmiastowym tempie znów się przy mnie znalazł i powiedział z uśmieszkiem na twarzy:
- Wiedziałem. To gdzie idziesz?
- Nie wiem, przed siebie.
- A fajnie tam jest?
- Gdzie?
- Przed tobą?
Zaśmiałam się i odwróciłam głowę w stronę Louisa.
- Jak chcesz, to możesz się przekonać - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- I taka mi się podobasz. Uśmiechnięta jesteś piękniejsza.
W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, więc postanowiłam się upewnić:
- Co powiedziałeś?
- Że jak się uśmiechasz, jesteś piękniejsza.
Więc powiedział to, co usłyszałam. Uśmiechnęłam się tylko w podziękowaniu.
- Kawa? - zapytał. - Ja stawiam.
- W takim razie chętnie.
Poszliśmy do Starbucksa, kupiliśmy kawę i spacerowaliśmy po mieście. Louis nie zadawał wielu pytań, za co byłam mu wdzięczna, ale spostrzegłam, że od czasu do czasu spogląda na mnie. 
Kiedy tak przechadzaliśmy się po mieście, minęła nas kobieta, która sprzedawała kwiaty. Louis kazał mi iść, a sam się przy niej zatrzymał. Podszedł do mnie z różą i wręczył mi ją z uśmiechem na twarzy. 
- Dziękuję, ale nie musiałeś - odpowiedziałam.
- Te walentynki muszą być najfajniejszymi, jakie kiedykolwiek miałaś, więc owszem, musiałem.
- I tak nie będą - odpowiedziałam smutno.
Louis podsunął się i objął mnie. Łzy poleciały mi po policzkach mimo mojej woli, a Lou kiedy to zauważył, przytulił mnie jeszcze mocniej, głaskał po plecach i pocałował w czubek głowy. Podniosłam wzrok i spojrzałam się mu w oczy. Louis otarł mi łzy z policzka i zatrzymał dłoń na mojej szyi. Zamknęłam oczy i w tym momencie Louis mnie pocałował. Jego usta były rozgrzane i czułe. Całował mnie w taki sposób, w jaki z pewnością nie robił tego Tom. Odsunęliśmy się od siebie niechętnie, a on od razu powiedział:
- Przepraszam, nie chciałem cię wykorzystywać. Dopiero zerwałaś z…
- On się już nie liczy. Nigdy się nie liczył.
I tym razem ja go pocałowałam.

_______________

Mam nadzieję, że udany i że osobie z dedykacji się spodoba :3

#8 Zayn | Walentynkowy


Walentynki - niczym nie różniący się dla mnie dzień roku. Zakochani świętują w drogich restauracjach, a ja pracuję w moim ulubionym miejscu - kwiaciarni. Niestety tego dnia jest wiele zamówień, dużo mężczyzn przychodzi po bukiety i róże dla swoich ukochanych, a ja mimo to, że nienawidzę tego dnia muszę się ładnie uśmiechać.
Tego dnia zrobiłam już niejeden bukiet i sprzedałam nie jedną krwisto czerwoną różę, gdy do kwiaciarni zawitał chłopak. Musiałam przyznać, że spodobał mi się, ale na pewno w planach ma kupienie kwiatów dla swojej drugiej połówki. 
- Dzień dobry - przywitał się.
- Dzień dobry. Bukiet dla dziewczyny, narzeczonej, żony? - zapytałam na wstępie.
- Mamy - zaskoczył mnie tą odpowiedzią.
- Mamy? Ah, rozumiem. Dziewczyna otrzymała już prezent.
- Nie mam dziewczyny. Kupuję kwiaty dla mamy, bo mój ojciec zmarł dwa lata temu. Nie chcę, by czuła się samotna.
- Przykro mi. Jakie kwiaty? - szybko zmieniłam temat.
- Proszę zrobić najpiękniejszy bukiet, jaki pani potrafi.
Wyszłam zza lady i podeszłam do kwiatów. Zaczęłam wyciągać niektóre w kolorach czerwieni i różu. Chwyciłam je w jedną dłoń i podeszłam do innych roślin. Wzięłam kilka sporych liści i dołożyłam je do reszty. Zrobiłam kilka poprawek, podeszłam do lady i dopięłam kilka ozdób oraz zawinęłam w czerwony materiał.
- Gotowy.
Chłopak podszedł i zrobił wielkie oczy.
- Wow, jest… piękny - skomentował.
- Bez przesady - uśmiechnęłam się lekko zarumieniona.
- Ile płacę?
Podałam mu cenę, a on wręczył mi pieniądze.
- Proszę pozdrowić mamę - powiedziałam.
- Jasne. 
Chłopak odszedł w stronę drzwi, zatrzymał się zaraz przed nimi, chwilę postał i wrócił. 
- Zayn - podał mi rękę.
- [T.I].
- Może… chciałabyś dzisiaj wyjść na kawę albo herbatę? O ile nie porywa cię twój chłopak.
- Nie mam chłopaka i chętnie pójdę - uśmiechnęłam się.
- Świetnie. O której kończysz?
Spojrzałam na zegarek i odpowiedziałam:
- Za godzinę.
- Będę po ciebie w takim razie za godzinę. Do zobaczenia.
I wyszedł z kwiaciarni. Chwilę stałam patrząc się jak odchodzi i znika za rogiem. Nie mogłam uwierzyć w moje szczęście. Jednak wiem, że to zwykłe spotkanie na kawę dwóch osób, które samotnie spędzają to "święto" zakochanych i raczej na nic więcej liczyć nie mogę.
Godzinę później do kwiaciarni znowu zawitał Zayn. Obsługiwałam akurat ostatnich moich klientów, więc musiał chwilę poczekać. 
- Zaraz skończę - powiedziałam do niego, a on pokiwał tylko głową. 
Staruszka, której właśnie robiłam bukiet uśmiechnęła się do swojego męża i odrzekła:
- Jak kocha, to poczeka. Też kiedyś tacy byliśmy… Młodzi i zakochani.
- Taak.. My nie jesteśmy parą - od razu sprostowałam i uśmiechnęłam się.
- Już niedługo skarbie - powiedziała cicho staruszka.
Dokończyłam bukiet i podałam go starszej parze.
- Ile płacimy? - zapytał mężczyzna.
- Proszę go wziąć - odpowiedziałam.
- Ale…
- Nie, proszę go wziąć.
Podziękowali mi i wyszli. Ja poszłam na zaplecze ubrać się i zaraz wróciłam do Zayna.
- Jestem gotowa. Idziemy? - zapytałam.
- Jasne.
Szliśmy do Starbucksa i rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Wciąż czułam się trochę niezręcznie po słowach tej staruszki, ale nie dawałam tego po sobie znać. 
- Więc jak to się stało, że samotnie spędzasz walentynki? - zapytał.
- Wbrew pozorom jest to dosyć prosta odpowiedź. Tak wyszło, jestem sama, nie mam chłopaka, a na siłę szukać nie zamierzam. A ty?
- Ja podobnie. 
I więcej nie powiedział. Doszliśmy do Starbucksa, zamówiliśmy kawy i wyszliśmy z nimi się przejść. Spacerowaliśmy po parku i nabijaliśmy się z zakochanych par. Siadaliśmy na ławce i komentowaliśmy to, co robią. Dużo było przy tym śmiechu. W końcu przestaliśmy się śmiać i odetchnęliśmy. 
- Coś czuję, że to, że mnie zaprosiłeś na kawę akurat dzisiaj, to była czysta desperacja - powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
- Co? Nie, nie, nie. Nie myśl tak. Serio chciałem cię poznać.
- Och, jakie to piękne. Historia niczym love story. On wchodzi do kwiaciarni, gdzie pracuje ona. Zaprasza ją na kawę, poznają się, zakochują i żyją długo i szczęśliwie - zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
- Podoba mi się twój tok myślenia. Wszystko mówisz na żarty i na luzie. 
- Dzięki. Chyba. 
Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się nieśmiało. Zdałam sobie sprawę, że patrzymy tak na siebie kilka chwil za długo i odwróciłam wzrok. Patrzyłam teraz na ziemię w punkt, który normalnie nie wydawałby mi się taki ciekawy. Zayn poklepał mnie po ramieniu i powiedział ni stąd ni zowąd:
- Ja pracuję w sklepie muzycznym. Lubię śpiewać i tańczyć, a teraz uczę się grać na gitarze. Mieszkam sam i zarabiam na mnie i na mamę. Nie zawsze jest łatwo, ale daję radę. Teraz zbieram na swoją gitarę i jestem już blisko celu. Nie wiem właściwie, czemu ci o tym mówię.
Znów podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się.
- Ja też nie wiem, ale dziękuję, że mi to powiedziałeś.
Spacerowaliśmy potem jeszcze bardzo długo. Polubiłam Zayna, to muszę przyznać. Rozmawiało mi się z nim dobrze i mogłam zachowywać się naturalnie. 
W końcu stwierdziliśmy, że czas iść do domu, bo jest dosyć późno. Zayn postanowił, że odprowadzi mnie pod sam dom, a ja byłam szczęśliwa, że to zaproponował, bo o tej godzinie na mieście może nie być bezpiecznie.
Staliśmy pod moją klatką schodową i powoli się żegnaliśmy. Zayn spojrzał na zegarek i powiedział:
- Mamy jeszcze 3 minuty.
- 3 minuty do czego? - zapytałam.
- Do spełnienia naszej love story…
Zayn przybliżył się do mnie i zetknął nasze usta w pocałunku. Włożyłam moje dłonie w jego włosy i przeczesywałam je, a on obejmował mnie i gładził po plecach. Było mi cholernie przyjemnie, ale przerwałam pocałunek.
- Czuję się, jakbym znał cię kilka miesięcy a nie kilka godzin… - szepnął, wciąż mnie obejmując.
Rozejrzałam się i bez dłuższego zastanowienia wyjęłam z kieszeni klucze i chwyciłam go za koszulę. Otworzyłam drzwi do klatki schodowej i wciągnęłam go do środka. Pocałowałam zachęcająco i weszliśmy razem na górę po schodkach.
Z pewnością mogę stwierdzić, że te walentynki były najlepszymi w całym moim życiu. Poznałam moją miłość w taki wyjątkowy dzień i choć szybko rozpoczęliśmy naszą przygodę, nie żałowaliśmy tego nigdy.

_____________________

Oto drugi walentynkowy, teraz z Zaynem :)
Przyznam się wam, że jeszcze nie mam Liama, ale coś wykombinuję, obiecuję!

#7 Niall | Walentynkowy


Dedykacja dla @Love_HoranHazza. Szczęśliwych Walentynek! xx


Mieszkam w Irlandii od urodzenia. Moi rodzice pochodzą z Anglii, ale kiedy mama była w ciąży wyjechali do Irlandii. Tu chodziłam do szkoły, tu poznałam moich przyjaciół, a jednym z nich był Niall. Przyjaźniliśmy się odkąd pamiętam i to on zawsze dodawał mi siły i otuchy. Był dla mnie najważniejszą osobą na świecie i obiecaliśmy sobie, że nikt i nic nigdy nas nie rozdzieli.
Ale jednak coś musiało pójść nie tak. Pewnego dnia tata przyszedł do mnie i do mamy cały rozpromieniony i powiedział, że wracamy za tydzień do Londynu. A właściwie oni wracają, bo ja tam będę pierwszy raz. Nie byłam szczęśliwa, a rodzice z całą pewnością oczekiwali po mnie innej reakcji.
- Ale zawsze chciałaś tam jechać! - tłumaczyla mama.
- Jechać pozwiedzać, a nie zamieszkać. Jak ja mogę zostawić Nialla, no jak? - mówiłam ze łzami w oczach. 
Tak czy siak musiałam mu to oznajmić. Nie było to proste, ale musiałam.
Dzień przed wyjazdem poszłam do niego. Zadzwoniłam dzwonkiem i stałam przed jego drzwiami bojąc się, jaka będzie jego reakcja. Otworzyła mi jego mama i powiedziała od razu, że jest u siebie. Poszłam więc do jego pokoju i zapukałam. 
- Proszę - usłyszałam.
- Hej Nialler - przywitałam się.
Niall od razu zerwał się z krzesła i podszedł do mnie. Przytulił mnie na powitanie i powiedział:
- No hej, co tu robisz?
- Właściwie to… Przyszłam ci coś powiedzieć… Nie będziesz szczęśliwy, ale zrozumiem cię, bo ja też nie jestem. 
- Co się stało [T.I]? 
- Niall… Ja… No bo ja wyjeżdżam.
- No i? Nie raz wyjeżdżałaś, a z takich wyjazdów się wraca.
- Obawiam się, że z tego nie tak prędko…
- Co? O czym ty mówisz?
Podeszłam do jego łóżka i usiadłam. On stanął naprzeciwko mnie i wyczekiwał odpowiedzi.
- Przeprowadzam się do Londynu.
Chwila ciszy. Długa chwila ciszy. Widziałam, że Niall był przygnębiony. Chodził nerwowo po pokoju w tą i z powrotem strasznie zdenerwowany.
- Kiedy wyjeżdżasz? - spytał w końcu.
- Jutro…
- Jutro?! Od kiedy wiesz, że czeka cię przeprowadzka?
- Od tygodnia.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? 
- Nie chciałam widzieć cię smutnego. Przepraszam Niall.
Wstałam, podeszłam do niego i objęłam go. On również to zrobił i szepnął mi do ucha:
- Nie zapomnij o mnie, okej? Nigdy o mnie nie zapomnij…
Pokiwałam twierdząco głową, a po moich policzkach spłynęły łzy. Niall naprawdę był mi bardzo bliski i śmiało mogę stwierdzić, że bliższy niż rodzice i ogólnie rodzina, więc dlatego to z nim było mi się najtrudniej pożegnać. Oboje zgodnie uznaliśmy, że jutro się nie spotkamy, bo jeszcze bardziej to utrudnimy, dlatego zrobimy to dzisiaj i jak najszybciej.
Serio nie było mi łatwo się z tym pogodzić, ale ja nic nie mogłam z tym zrobić.
~*~
*Kilka miesięcy później, 14 luty*
W Londynie mieszkam już kilka miesięcy. Na początku nienawidziłam tego miasta, bo odebrało mi przyjaciela oraz wszystko inne, co miałam, ale z czasem zaczęłam się przyzwyczajać. Poznałam kilka fajnych dziewczyn, ale z żadną nie byłam tak blisko jak z Niallem.
A teraz są walentynki. Każda z koleżanek miała chłopaka, więc spędzałam je samotnie. Postanowiłam nie ruszać się z domu i oglądać w telewizji jakieś badziewne filmy o miłości. Nawet moi rodzice postanowili sprawić sobie romantyczną kolację dla dwojga, a przed wyjściem ostrzegli, że mam na nich nie czekać. 
Więc poszłam do sklepu, kupiłam popcorn, chipsy i piwo i wróciłam do domu. Wygodnie usadowiłam się na kanapie, otworzyłam wszystko, co kupiłam i włączyłam telewizor. Niestety moje odprężenie nie potrwało długo, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Schowałam pospiesznie piwo i podeszłam do drzwi przekonana, że moi rodzice czegoś zapomnieli. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się rozpromieniony Niall. Byłam zaskoczona, bo nie widziałam go na żywo od naszego łzawego pożegnania. Rozmawialiśmy przez kamerkę internetową, ale nie powiedział, że przyjeżdża.
- Nialler? Co ty tu robisz? - rzuciłam mu się na szyję i trwaliśmy w uścisku dobre kilka minut. 
- Tęskniłem za tobą [T.I] - powiedział. - Tak cholernie tęskniłem. 
Odsunęłam się od niego delikatnie i dałam znak, żeby wszedł. 
- Ja też tęskniłam. Ale czemu akurat teraz przyjechałeś?
- Bo są walentynki.
- I? 
- I… no właśnie. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że jestem dla ciebie tylko przyjacielem, jednak ty dla mnie jesteś kimś znacznie więcej. A ten dzień to najlepszy moment na takie wyznanie. Bo… Ja cię kocham [T.I], tak bardzo cię kocham, że w momencie kiedy cię straciłem, to mój świat runął. Nic nie miało dla mnie znaczenia i to było jakby zabrakło dla mnie powietrza na ziemi. Jakbym…
Przerwałam mu ten potok słów pocałunkiem, który szybko odwzajemnił. Usta Nialla były bardzo rozgrzane, a sposób, w jaki całował podchodził do perfekcji. Odsunęliśmy się od siebie niechętnie, a Niall dokończył:
- …umierał… 
I znów do siebie przylgnęliśmy.
Dalszą część tego emocjonalnego wieczora spędziliśmy "oglądając" film na kanapie, choć prawdę mówiąc w ogóle nie zwracaliśmy na niego uwagi. Cieszyliśmy się sobą, a co działo się dookoła nas nie miało najmniejszego znaczenia.

_________________

Pierwszy walentynkowy imagin za mną! Mam nadzieję, że się spodoba, a w szczególności tobie Ada! 
[Myślałam, że wyjdzie dłuższy...]