czwartek, 14 lutego 2013

#9 Louis | Walentynkowy

Dedykacja dla @kolorowa_17. Udanych Walentynek! xx


Nigdy nie miałam partnera kiedy wypadały walentynki. W tym roku jednak jest inaczej. Od kilku miesięcy spotykam się ze świetnym chłopakiem ze szkoły. Jest przystojny i wiele dziewczyn na niego leci, ale wybrał mnie. Był gwiazdą w szkole, każdy go uwielbiał, a on uwielbiał to, że go uwielbiają. 
Walentynki wydawały mi się najlepszym dniem na spędzenie wspólnie czasu i zrobienie czegoś romantycznego, czegoś, co zapamiętamy do końca życia. Ale tego, co się wydarzyło nie było w planach. 
Siedziałam na lekcji rozkojarzona, bo myślałam tylko o Tomie. Mój kolega z ławki zazwyczaj słuchał za mnie, a po lekcji zawsze dawał mi notatki, tak więc wiedziałam, że zrobi to i dziś. 
- Panno [T.I] [T.N] słucha mnie pani? Proszę podać wynik.
Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy Louis, wspomniany wcześniej kolega z ławki, mnie szturchnął.
- Tak, słucham - powiedziałam nie znając pytania zadanego przez nauczycielkę.
- Nie słucham, tylko jaki jest wynik - powiedziała zdenerwowana.
- Louis, pomóż mi - szepnęłam.
Lou podsunął mi swój zeszyt, przeczytałam po cichu i opowiedziałam nauczycielce.
- Dziękuję, jestem twoją dłużniczą - powiedziałam do Louisa.
- Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni…
Dalsza część lekcji przebiegła podobnie. Mazałam w moim zeszycie serduszka, w których było napisane "[T.I] + Tom = <3". Louis co jakiś czas zaglądał do moich "notatek z lekcji", ale nie zwracałam na to uwagi.
Po skończonych lekcjach wyszłam ze szkoły. Przed wejściem miał czekać na mnie Tom, jednak go tam nie zastałam. Rozglądałam się chwilę i zauważyłam go. Stał pod bramą i całował się z jakąś pustą lalką. Podeszłam do niego szybkim tempem i na "przywitanie" wymierzyłam mu siarczysty policzek. Powiedziałam tylko "To koniec" i wyszłam za bramę.
Szłam powoli przed siebie i rozmyślałam nad tym, co mi zrobił, gdy nagle usłyszałam dyszenie za plecami. Od razu pomyślałam, że to Tom, ale myliłam się.
- Hej, [T.I]…
Odwróciłam się i moim oczom ukazał się zdyszany Louis. 
- Po co za mną pobiegłeś?
- Bo nie wzięłaś ode mnie zeszytu.
- Aha… Tylko dlatego?
- Nie… Coś się stało? - zapytał zatroskany.
- Stało się, ale nie marzę o tym, żeby ci to powiedzieć.
- Będzie ci lepiej, jeśli o tym ze mną pogadasz.
- Nie sądzę. 
Wyprzedziłam go, ale on znowu mnie dogonił.
- Nie uciekaj. I tak wiem, co się stało.
- Więc po co pytasz?! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Bo… się o ciebie martwię… - powiedział cicho, ale ja i tak to usłyszałam.
- Martwisz się o mnie? Jasne. Coś jeszcze?
- Proszę, pogadaj ze mną.
- Nie chcę z tobą o tym gadać, rozumiesz?!
- Okej. Zgłoś się jak będziesz chciała. Siema.
Louis odwrócił się i odszedł w drugą stronę. Sama nie wiem, czemu to zrobiłam, ale stanęłam, pomyślałam chwilę, zamknęłam oczy i krzyknęłam za Louisem:
- Czekaj!
Lou w natychmiastowym tempie znów się przy mnie znalazł i powiedział z uśmieszkiem na twarzy:
- Wiedziałem. To gdzie idziesz?
- Nie wiem, przed siebie.
- A fajnie tam jest?
- Gdzie?
- Przed tobą?
Zaśmiałam się i odwróciłam głowę w stronę Louisa.
- Jak chcesz, to możesz się przekonać - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- I taka mi się podobasz. Uśmiechnięta jesteś piękniejsza.
W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, więc postanowiłam się upewnić:
- Co powiedziałeś?
- Że jak się uśmiechasz, jesteś piękniejsza.
Więc powiedział to, co usłyszałam. Uśmiechnęłam się tylko w podziękowaniu.
- Kawa? - zapytał. - Ja stawiam.
- W takim razie chętnie.
Poszliśmy do Starbucksa, kupiliśmy kawę i spacerowaliśmy po mieście. Louis nie zadawał wielu pytań, za co byłam mu wdzięczna, ale spostrzegłam, że od czasu do czasu spogląda na mnie. 
Kiedy tak przechadzaliśmy się po mieście, minęła nas kobieta, która sprzedawała kwiaty. Louis kazał mi iść, a sam się przy niej zatrzymał. Podszedł do mnie z różą i wręczył mi ją z uśmiechem na twarzy. 
- Dziękuję, ale nie musiałeś - odpowiedziałam.
- Te walentynki muszą być najfajniejszymi, jakie kiedykolwiek miałaś, więc owszem, musiałem.
- I tak nie będą - odpowiedziałam smutno.
Louis podsunął się i objął mnie. Łzy poleciały mi po policzkach mimo mojej woli, a Lou kiedy to zauważył, przytulił mnie jeszcze mocniej, głaskał po plecach i pocałował w czubek głowy. Podniosłam wzrok i spojrzałam się mu w oczy. Louis otarł mi łzy z policzka i zatrzymał dłoń na mojej szyi. Zamknęłam oczy i w tym momencie Louis mnie pocałował. Jego usta były rozgrzane i czułe. Całował mnie w taki sposób, w jaki z pewnością nie robił tego Tom. Odsunęliśmy się od siebie niechętnie, a on od razu powiedział:
- Przepraszam, nie chciałem cię wykorzystywać. Dopiero zerwałaś z…
- On się już nie liczy. Nigdy się nie liczył.
I tym razem ja go pocałowałam.

_______________

Mam nadzieję, że udany i że osobie z dedykacji się spodoba :3

#8 Zayn | Walentynkowy


Walentynki - niczym nie różniący się dla mnie dzień roku. Zakochani świętują w drogich restauracjach, a ja pracuję w moim ulubionym miejscu - kwiaciarni. Niestety tego dnia jest wiele zamówień, dużo mężczyzn przychodzi po bukiety i róże dla swoich ukochanych, a ja mimo to, że nienawidzę tego dnia muszę się ładnie uśmiechać.
Tego dnia zrobiłam już niejeden bukiet i sprzedałam nie jedną krwisto czerwoną różę, gdy do kwiaciarni zawitał chłopak. Musiałam przyznać, że spodobał mi się, ale na pewno w planach ma kupienie kwiatów dla swojej drugiej połówki. 
- Dzień dobry - przywitał się.
- Dzień dobry. Bukiet dla dziewczyny, narzeczonej, żony? - zapytałam na wstępie.
- Mamy - zaskoczył mnie tą odpowiedzią.
- Mamy? Ah, rozumiem. Dziewczyna otrzymała już prezent.
- Nie mam dziewczyny. Kupuję kwiaty dla mamy, bo mój ojciec zmarł dwa lata temu. Nie chcę, by czuła się samotna.
- Przykro mi. Jakie kwiaty? - szybko zmieniłam temat.
- Proszę zrobić najpiękniejszy bukiet, jaki pani potrafi.
Wyszłam zza lady i podeszłam do kwiatów. Zaczęłam wyciągać niektóre w kolorach czerwieni i różu. Chwyciłam je w jedną dłoń i podeszłam do innych roślin. Wzięłam kilka sporych liści i dołożyłam je do reszty. Zrobiłam kilka poprawek, podeszłam do lady i dopięłam kilka ozdób oraz zawinęłam w czerwony materiał.
- Gotowy.
Chłopak podszedł i zrobił wielkie oczy.
- Wow, jest… piękny - skomentował.
- Bez przesady - uśmiechnęłam się lekko zarumieniona.
- Ile płacę?
Podałam mu cenę, a on wręczył mi pieniądze.
- Proszę pozdrowić mamę - powiedziałam.
- Jasne. 
Chłopak odszedł w stronę drzwi, zatrzymał się zaraz przed nimi, chwilę postał i wrócił. 
- Zayn - podał mi rękę.
- [T.I].
- Może… chciałabyś dzisiaj wyjść na kawę albo herbatę? O ile nie porywa cię twój chłopak.
- Nie mam chłopaka i chętnie pójdę - uśmiechnęłam się.
- Świetnie. O której kończysz?
Spojrzałam na zegarek i odpowiedziałam:
- Za godzinę.
- Będę po ciebie w takim razie za godzinę. Do zobaczenia.
I wyszedł z kwiaciarni. Chwilę stałam patrząc się jak odchodzi i znika za rogiem. Nie mogłam uwierzyć w moje szczęście. Jednak wiem, że to zwykłe spotkanie na kawę dwóch osób, które samotnie spędzają to "święto" zakochanych i raczej na nic więcej liczyć nie mogę.
Godzinę później do kwiaciarni znowu zawitał Zayn. Obsługiwałam akurat ostatnich moich klientów, więc musiał chwilę poczekać. 
- Zaraz skończę - powiedziałam do niego, a on pokiwał tylko głową. 
Staruszka, której właśnie robiłam bukiet uśmiechnęła się do swojego męża i odrzekła:
- Jak kocha, to poczeka. Też kiedyś tacy byliśmy… Młodzi i zakochani.
- Taak.. My nie jesteśmy parą - od razu sprostowałam i uśmiechnęłam się.
- Już niedługo skarbie - powiedziała cicho staruszka.
Dokończyłam bukiet i podałam go starszej parze.
- Ile płacimy? - zapytał mężczyzna.
- Proszę go wziąć - odpowiedziałam.
- Ale…
- Nie, proszę go wziąć.
Podziękowali mi i wyszli. Ja poszłam na zaplecze ubrać się i zaraz wróciłam do Zayna.
- Jestem gotowa. Idziemy? - zapytałam.
- Jasne.
Szliśmy do Starbucksa i rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Wciąż czułam się trochę niezręcznie po słowach tej staruszki, ale nie dawałam tego po sobie znać. 
- Więc jak to się stało, że samotnie spędzasz walentynki? - zapytał.
- Wbrew pozorom jest to dosyć prosta odpowiedź. Tak wyszło, jestem sama, nie mam chłopaka, a na siłę szukać nie zamierzam. A ty?
- Ja podobnie. 
I więcej nie powiedział. Doszliśmy do Starbucksa, zamówiliśmy kawy i wyszliśmy z nimi się przejść. Spacerowaliśmy po parku i nabijaliśmy się z zakochanych par. Siadaliśmy na ławce i komentowaliśmy to, co robią. Dużo było przy tym śmiechu. W końcu przestaliśmy się śmiać i odetchnęliśmy. 
- Coś czuję, że to, że mnie zaprosiłeś na kawę akurat dzisiaj, to była czysta desperacja - powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
- Co? Nie, nie, nie. Nie myśl tak. Serio chciałem cię poznać.
- Och, jakie to piękne. Historia niczym love story. On wchodzi do kwiaciarni, gdzie pracuje ona. Zaprasza ją na kawę, poznają się, zakochują i żyją długo i szczęśliwie - zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
- Podoba mi się twój tok myślenia. Wszystko mówisz na żarty i na luzie. 
- Dzięki. Chyba. 
Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się nieśmiało. Zdałam sobie sprawę, że patrzymy tak na siebie kilka chwil za długo i odwróciłam wzrok. Patrzyłam teraz na ziemię w punkt, który normalnie nie wydawałby mi się taki ciekawy. Zayn poklepał mnie po ramieniu i powiedział ni stąd ni zowąd:
- Ja pracuję w sklepie muzycznym. Lubię śpiewać i tańczyć, a teraz uczę się grać na gitarze. Mieszkam sam i zarabiam na mnie i na mamę. Nie zawsze jest łatwo, ale daję radę. Teraz zbieram na swoją gitarę i jestem już blisko celu. Nie wiem właściwie, czemu ci o tym mówię.
Znów podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się.
- Ja też nie wiem, ale dziękuję, że mi to powiedziałeś.
Spacerowaliśmy potem jeszcze bardzo długo. Polubiłam Zayna, to muszę przyznać. Rozmawiało mi się z nim dobrze i mogłam zachowywać się naturalnie. 
W końcu stwierdziliśmy, że czas iść do domu, bo jest dosyć późno. Zayn postanowił, że odprowadzi mnie pod sam dom, a ja byłam szczęśliwa, że to zaproponował, bo o tej godzinie na mieście może nie być bezpiecznie.
Staliśmy pod moją klatką schodową i powoli się żegnaliśmy. Zayn spojrzał na zegarek i powiedział:
- Mamy jeszcze 3 minuty.
- 3 minuty do czego? - zapytałam.
- Do spełnienia naszej love story…
Zayn przybliżył się do mnie i zetknął nasze usta w pocałunku. Włożyłam moje dłonie w jego włosy i przeczesywałam je, a on obejmował mnie i gładził po plecach. Było mi cholernie przyjemnie, ale przerwałam pocałunek.
- Czuję się, jakbym znał cię kilka miesięcy a nie kilka godzin… - szepnął, wciąż mnie obejmując.
Rozejrzałam się i bez dłuższego zastanowienia wyjęłam z kieszeni klucze i chwyciłam go za koszulę. Otworzyłam drzwi do klatki schodowej i wciągnęłam go do środka. Pocałowałam zachęcająco i weszliśmy razem na górę po schodkach.
Z pewnością mogę stwierdzić, że te walentynki były najlepszymi w całym moim życiu. Poznałam moją miłość w taki wyjątkowy dzień i choć szybko rozpoczęliśmy naszą przygodę, nie żałowaliśmy tego nigdy.

_____________________

Oto drugi walentynkowy, teraz z Zaynem :)
Przyznam się wam, że jeszcze nie mam Liama, ale coś wykombinuję, obiecuję!

#7 Niall | Walentynkowy


Dedykacja dla @Love_HoranHazza. Szczęśliwych Walentynek! xx


Mieszkam w Irlandii od urodzenia. Moi rodzice pochodzą z Anglii, ale kiedy mama była w ciąży wyjechali do Irlandii. Tu chodziłam do szkoły, tu poznałam moich przyjaciół, a jednym z nich był Niall. Przyjaźniliśmy się odkąd pamiętam i to on zawsze dodawał mi siły i otuchy. Był dla mnie najważniejszą osobą na świecie i obiecaliśmy sobie, że nikt i nic nigdy nas nie rozdzieli.
Ale jednak coś musiało pójść nie tak. Pewnego dnia tata przyszedł do mnie i do mamy cały rozpromieniony i powiedział, że wracamy za tydzień do Londynu. A właściwie oni wracają, bo ja tam będę pierwszy raz. Nie byłam szczęśliwa, a rodzice z całą pewnością oczekiwali po mnie innej reakcji.
- Ale zawsze chciałaś tam jechać! - tłumaczyla mama.
- Jechać pozwiedzać, a nie zamieszkać. Jak ja mogę zostawić Nialla, no jak? - mówiłam ze łzami w oczach. 
Tak czy siak musiałam mu to oznajmić. Nie było to proste, ale musiałam.
Dzień przed wyjazdem poszłam do niego. Zadzwoniłam dzwonkiem i stałam przed jego drzwiami bojąc się, jaka będzie jego reakcja. Otworzyła mi jego mama i powiedziała od razu, że jest u siebie. Poszłam więc do jego pokoju i zapukałam. 
- Proszę - usłyszałam.
- Hej Nialler - przywitałam się.
Niall od razu zerwał się z krzesła i podszedł do mnie. Przytulił mnie na powitanie i powiedział:
- No hej, co tu robisz?
- Właściwie to… Przyszłam ci coś powiedzieć… Nie będziesz szczęśliwy, ale zrozumiem cię, bo ja też nie jestem. 
- Co się stało [T.I]? 
- Niall… Ja… No bo ja wyjeżdżam.
- No i? Nie raz wyjeżdżałaś, a z takich wyjazdów się wraca.
- Obawiam się, że z tego nie tak prędko…
- Co? O czym ty mówisz?
Podeszłam do jego łóżka i usiadłam. On stanął naprzeciwko mnie i wyczekiwał odpowiedzi.
- Przeprowadzam się do Londynu.
Chwila ciszy. Długa chwila ciszy. Widziałam, że Niall był przygnębiony. Chodził nerwowo po pokoju w tą i z powrotem strasznie zdenerwowany.
- Kiedy wyjeżdżasz? - spytał w końcu.
- Jutro…
- Jutro?! Od kiedy wiesz, że czeka cię przeprowadzka?
- Od tygodnia.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? 
- Nie chciałam widzieć cię smutnego. Przepraszam Niall.
Wstałam, podeszłam do niego i objęłam go. On również to zrobił i szepnął mi do ucha:
- Nie zapomnij o mnie, okej? Nigdy o mnie nie zapomnij…
Pokiwałam twierdząco głową, a po moich policzkach spłynęły łzy. Niall naprawdę był mi bardzo bliski i śmiało mogę stwierdzić, że bliższy niż rodzice i ogólnie rodzina, więc dlatego to z nim było mi się najtrudniej pożegnać. Oboje zgodnie uznaliśmy, że jutro się nie spotkamy, bo jeszcze bardziej to utrudnimy, dlatego zrobimy to dzisiaj i jak najszybciej.
Serio nie było mi łatwo się z tym pogodzić, ale ja nic nie mogłam z tym zrobić.
~*~
*Kilka miesięcy później, 14 luty*
W Londynie mieszkam już kilka miesięcy. Na początku nienawidziłam tego miasta, bo odebrało mi przyjaciela oraz wszystko inne, co miałam, ale z czasem zaczęłam się przyzwyczajać. Poznałam kilka fajnych dziewczyn, ale z żadną nie byłam tak blisko jak z Niallem.
A teraz są walentynki. Każda z koleżanek miała chłopaka, więc spędzałam je samotnie. Postanowiłam nie ruszać się z domu i oglądać w telewizji jakieś badziewne filmy o miłości. Nawet moi rodzice postanowili sprawić sobie romantyczną kolację dla dwojga, a przed wyjściem ostrzegli, że mam na nich nie czekać. 
Więc poszłam do sklepu, kupiłam popcorn, chipsy i piwo i wróciłam do domu. Wygodnie usadowiłam się na kanapie, otworzyłam wszystko, co kupiłam i włączyłam telewizor. Niestety moje odprężenie nie potrwało długo, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Schowałam pospiesznie piwo i podeszłam do drzwi przekonana, że moi rodzice czegoś zapomnieli. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się rozpromieniony Niall. Byłam zaskoczona, bo nie widziałam go na żywo od naszego łzawego pożegnania. Rozmawialiśmy przez kamerkę internetową, ale nie powiedział, że przyjeżdża.
- Nialler? Co ty tu robisz? - rzuciłam mu się na szyję i trwaliśmy w uścisku dobre kilka minut. 
- Tęskniłem za tobą [T.I] - powiedział. - Tak cholernie tęskniłem. 
Odsunęłam się od niego delikatnie i dałam znak, żeby wszedł. 
- Ja też tęskniłam. Ale czemu akurat teraz przyjechałeś?
- Bo są walentynki.
- I? 
- I… no właśnie. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że jestem dla ciebie tylko przyjacielem, jednak ty dla mnie jesteś kimś znacznie więcej. A ten dzień to najlepszy moment na takie wyznanie. Bo… Ja cię kocham [T.I], tak bardzo cię kocham, że w momencie kiedy cię straciłem, to mój świat runął. Nic nie miało dla mnie znaczenia i to było jakby zabrakło dla mnie powietrza na ziemi. Jakbym…
Przerwałam mu ten potok słów pocałunkiem, który szybko odwzajemnił. Usta Nialla były bardzo rozgrzane, a sposób, w jaki całował podchodził do perfekcji. Odsunęliśmy się od siebie niechętnie, a Niall dokończył:
- …umierał… 
I znów do siebie przylgnęliśmy.
Dalszą część tego emocjonalnego wieczora spędziliśmy "oglądając" film na kanapie, choć prawdę mówiąc w ogóle nie zwracaliśmy na niego uwagi. Cieszyliśmy się sobą, a co działo się dookoła nas nie miało najmniejszego znaczenia.

_________________

Pierwszy walentynkowy imagin za mną! Mam nadzieję, że się spodoba, a w szczególności tobie Ada! 
[Myślałam, że wyjdzie dłuższy...]

piątek, 8 lutego 2013

#6 Louis


Jestem z Louisem od dłuższego czasu. Zakochałam się w nim nie dlatego, że jest w sławnym zespole, ale dlatego, że jest jaki jest. Kocham go w każdym calu i nigdy nie pozwoliłabym mu odejść. Chyba… Dlaczego chyba? Bo nie wytrzymuję już psychicznie tych wszystkich plotek na temat Larry'ego. Połowa Directionerek uważa, że ja to tylko ustawka, a Lou i Harry są parą na serio. Zawsze starałam się to wytrzymywać, ale nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, jakie to jest trudne. Louis zawsze mnie przytulał i szeptał do ucha "To nieprawda, pamiętaj". I pamiętałam. Zawsze. Jednak widziałam, że Tommo też coraz bardziej się tym przejmuje. Nie mogłam patrzeć na to, jak cierpi z powodu tych wymysłów. I dlatego podjęłam decyzję.
Zaraz po tym, jak się obudziłam, ubrałam się, uczesałam się i wyszłam z domu. Zmierzałam pewnym krokiem w stronę domu Louisa. Gdy stanęłam pod drzwiami, odetchnęłam głęboko i nacisnęłam dzwonek. Louis otworzył mi z wielkim uśmiechem na twarzy i pocałował mnie na przywitanie.
- Wchodź - powiedział. - Czy nie byliśmy umówieni na później?
- Tak, ale wolałabym to omówić jak najszybciej… - powiedziałam smutno.
- Co się stało kochanie? - zapytał zatroskany.
Położył mi dłoń na policzku i uniósł lekko moją głowę.
- Lou, ja dłużej tak nie mogę… Zrozum mnie… Te plotki wykańczają mnie psychicznie, nie potrafię tak żyć, po prostu nie potrafię…
- O czym ty mówisz? Czy ty…
- Musimy… się rozdzielić. 
- Zrywasz ze mną? Przez plotki? [T.I], błagam cię!
- Lou, zrozum mnie, proszę…
- Nie [T.I], nie potrafię tego zrozumieć!
- Ja już pójdę… Żegnaj Loueh…
Otworzyłam drzwi i kiedy tylko wyszłam za próg z oczu poleciały mi łzy. Louis stanął w drzwiach i krzyczał za mną, ale ja się nie odwracałam. Szłam przed siebie.
Nie chciałam wrócić do domu i poczuć samotności. Poszłam do mojego ulubionego miejsca, do którego zawsze chodziłam z Louisem - do zakątka w zaciszu parku. Mało ludzi wiedziało o tym miejscu, bo było ukryte za krzakami i drzewami… Ale Louis wiedział i pokazał mi to miejsce zaraz po tym, jak zaczęliśmy się spotykać. Usiadłam na trawie i podkuliłam kolana pd brodę. Zaczęłam wspominać nasze pierwsze wspólne odwiedzenie tego miejsca…
Louis zasłonił mi oczy jedną dłonią, a drugą robił coś naokoło nas. 
- [T.I], zaufaj mi. Idź przed siebie - powiedział i lekko mnie pchnął.
Postawiłam kilka małych kroczków, po czym Louis powiedział "stop". Zatrzymałam się, a on wyszeptał mi do ucha:
- Gotowa? 
Pokiwałam twierdząco głową i Lou odsłonił mi oczy. Moim oczom ukazała się prześliczna, mała polanka, na której rosło kilka kwiatków i jedno drzewo. Było tu uroczo i cicho, co ujęło moje serce.
- Lou, tu jest przepięknie… - powiedziałam.
- Cieszę się, że ci się podoba skarbie.
Louis chwycił mnie za boki i odwrócił przodem do siebie. Przybliżył się do mnie i zetknął nasze usta w czułym, długim pocałunku…"
Pamiętam te chwile jakby to było wczoraj… Ale nie było, więc trzeba powrócić do szarej rzeczywistości, życia bez Louisa.
Położyłam się na trawie i patrzyłam na niebo. To również robiliśmy, kiedy pierwszy raz mnie tu przyprowadził. Zamknęłam oczy i odpłynęłam…
~*~
Obudziłam się i zaczęłam się rozglądać. Koło mnie siedział Louis i przyglądał się mi.
- Louis? Co tu robisz? - zapytałam zaspana i zdziwiona.
- Przyszedłem jakiś czas temu, bo chciałem pomyśleć. Spotkałem ciebie… a właściwie zauważyłem i postanowiłem zostać. [T.I], proszę cię, nie rozstawajmy się! Kocham cię ponad życie i te plotki są nic nie warte.
- Wiem, ale ludzie mnie nienawidzą. Nie jest mi z tym wygodnie. Ciągle mówią, że Modest mnie zatrudnił, żeby nie było podejrzeń. Że mi płacą za bycie twoją dziewczyną.
- Ale najważniejsze, że my wiemy, że jest to nieprawda! Udowodnijmy światu, że nasz związek nie jest ustawką, proszę cię…
- Jak masz zamiar to zrobić? 
- Zobaczysz, tylko mi zaufaj. Będziesz na naszym koncercie za dwa dni?
- Skoro chcesz, to przyjdę.
Louis przybliżył się do mnie i objął moją twarz dłońmi.
- Kocham cię - wyszeptał i pocałował mnie.
*Dwa dni później, koncert*
Chłopaki grali już jakiś czas, a ja wszystko widziałam zza kulis. Już nie raz byłam z nimi na koncercie i najczęściej kulisy to właśnie moje miejsce. 
W pewnym momencie, po skończeniu piosenki, Lou zaczął mówić.
- Chciałbym teraz zaprosić tu osobę wyjątkową. I nie, wbrew pozorom nie jest to Harry. Proszę, aby na scenę weszła moja pierwsza, prawdziwa miłość, [T.I].
Nie mogłam uwierzyć, w to co powiedział. Po co ja mam iść na scenę? Żebym oberwała jakimś jedzeniem? Eh, ale muszę się przekonać, o co mu chodzi. Niechętnie ruszyłam w stronę środka sceny. Szłam powoli, a kiedy mijałam resztę chłopaków patrzyłam się na nich wyczekując, że powiedzą mi co się dzieje. Jednak każdy wzruszał ramionami i uśmiechał się. Podeszłam do Louisa i szepnęłam mu na ucho:
- Lou, o co chodzi?
Louis tylko uśmiechnął się i zaczął przemowę.
- Drogie Directioners z całego świata. Mówię z całego świata, bo ten koncert transmitowany jest w telewizji. Część z was utworzyła pewną historię, a mianowicie Larrego. Kilkakrotnie z Harrym zaprzeczaliśmy tym plotkom, ale wy nam nigdy nie uwierzyłyście. W tym miejscu chciałbym wam podziękować, że przez te plotki o mało co nie straciłem [T.I]. Mówicie, że to ustawka, nienawidzicie jej, mówicie, że jest brzydka. Nawet nie wiecie, jak te bezmyślnie rzucone słowa na wiatr potrafią zranić człowieka. Po pierwsze nasz związek to nie ustawka, po drugie nie wiem za co jej nienawidzicie, a po trzecie jest najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem. Kocham ją ponad życie, a wy musicie mi uwierzyć, bo już niedługo może to być coś znacznie bardziej poważniejszego, niż tylko związek bez zobowiązań. Oczywiście zależy to tylko od ciebie [T.I]. Tak więc droga [T.I]… - w tym momencie Louis włożył mikrofon do kieszeni spodni, wyjął coś z drugiej kieszeni i uklęknął przede mną. 
Otworzyłam szeroko oczy, a łzy polały mi się po policzkach. Louis położył na prostej dłoni małe, bordowe pudełeczko, wyjął mikrofon z kieszeni i powiedział:
- [T.I], czy zostaniesz moją żoną?
Patrzyłam na Louisa z zaskoczeniem. Nie nadążałam wycierać łez szczęścia, które leciały mi po policzkach. Pokiwałam tylko twierdząco głową, a Lou wstał, nałożył mi pierścionek na palec i pocałował mnie namiętnie.
- Kocham cię [T.I]…
- Ja też cię kocham Louis.
~*~ 
Po tym wydarzeniu wiele z fanek, które wierzyły w Larrego przestało mnie nienawidzić i gratulowały mi szczęścia. Wiem, że część z nich była ogromnie zazdrosna o to, co się stało, ale nie przejmowałam się tym. Byłam szczęśliwa, że Louis odważył się przemówić fankom do rozumu na takim dużym wydarzeniu i że oświadczył mi się w tak wyjątkowym miejscu - na scenie.
~*~
Rok później stałam z Louisem na ślubnym kobiercu. Nie mogliśmy pobrać się wcześniej, bo Lou był zawalony obowiązkami dotyczącymi zespołu - koncerty, wyjazdy, konferencje prasowe, wywiady… Sporo tego było.
Kiedy składaliśmy przysięgę oraz wypowiadaliśmy słowa "tak, chcę" przed księdzem, wiedziałam, że już nic nigdy nas nie rozłączy, a tym bardziej fanki, które wierzyły w homoseksualizm Louisa.

____________________

Ok, pierwszy z Louisem :) Mam nadzieję, że udany. Następne imaginy pojawią się dopiero 14 lutego, bo żeby napisać 5 walentynkowych imaginów, trzeba mieć 5 różnych pomysłów, więc dajcie mi się zastanowić i napisać w spokoju, tak jak sobie to wymarzę :)

czwartek, 7 lutego 2013

Pomysł

Z powodu iż zbliżają się walentynki, mam dla was pewną "niespodziankę", którą właśnie tu opiszę.

Wpadłam przed chwilą na pomysł, że napiszę 5 walentynkowych imginów z każdym z chłopaków. W każdym imaginie akcja będzie się rozgrywała w walentynki lub kilka dni przed/po oraz w walentynki. Myślę, że jest to dobry pomysł :)

Teraz skończę pisać imagina z Louisem i go wstawię dzisiaj wieczorem, a potem zabiorę się za imaginy walentynkowe. W związku z tym umieszczam w pasku bocznym ankietę, która trwać będzie do 10 lutego - "Z kim ma być pierwszy imagin?". Jak wiadomo pierwszy będzie najlepszy, bo to będzie najświeższy pomysł ;)
Jeśli nikt nie zagłosuje w ankiecie, to wyniki wezmę z drugiej ankiety, w której zostało oddanych już 12 głosów - "Z kim najbardziej lubicie imaginy?".

To chyba na tyle. Bye! :)

EDIT: Zbieram dedykacje do tych imaginów! Pisać w komentarzu pod tym postem Zamieście swój nick z Twittera, żebym wiedziała, komu dedykuję + imię "wybranka. PAMIĘTAJCIE - MAX. JEDNA OSOBA MOŻE MIEĆ DEDYKA DLA DANEGO CHŁOPAKA, BO BĘDZIE PO JEDNYM IMAGINIE Z KAŻDYM!!!

wtorek, 5 lutego 2013

#5 Liam cz. 2 (ost.)


Jak obiecał mi Liam, tak robił. Odwiedzał mnie codziennie i z każdym dniem miałam coraz lepszy humor. Był też ze mną podczas rozmów z psychologiem oraz tej jednej, najważniejszej.
Któregoś dnia przebudziłam się koło 10:00, a Liam jak zwykle już siedział w sali. Pogadaliśmy chwilę, po czym przyszła do mnie pani psycholog. Ponownie podjęła ten sam temat rozmowy - dlaczego to zrobiłam. Nie wiedzieć czemu tego dnia postanowiłam się otworzyć.
- Kiedy skończyłam 9 lat mój tata zaczął mnie molestować - wypowiedziałam te słowa jak najszybciej potrafiłam.
Liamowi opadła szczęka. Nie spodziewał się tego z pewnością. Ale dłużej nie mogłam go okłamywać.
- Ja… nie powinienem tu być przy tej rozmowie - powiedział lekko speszony. 
- Nie Liam, zostań… Proszę cię.
Jak przy poprzednich rozmowach Li dodawał swoje trzy grosze, tak przy tej nie odezwał się ani słowem.
Rozmowa się skończyła, pani psycholog wyszła, a między mną a Liamem zapadło niezręczne milczenie.
- Co… W szoku jesteś? - zapytałam.
- Tak, jestem. Nie spodziewałem się tego. Zazwyczaj słyszałem o nastolatkach, które pocięły się, bo chłopak je rzucił, a ty… to zupełnie co innego…
- Myślałeś, że jestem pustą dziewczynką, która załamuje się, bo chłopak z nią zerwał? - zaśmiałam się. 
- Nie, wiedziałem… Yyy, to znaczy wiem, że jesteś inna. Dużo inna.
- Dzięki… chyba.
Znów zapadła cisza, ale nie trwała na szczęście długo.
- Zaśpiewać ci coś? - zapytał chłopak.
Zawsze kiedy do mnie przychodzi śpiewa mi coś, bo głos ma naprawdę nieziemski. Pokiwałam więc twierdząco głową, a chłopak zaczął:
- "Give me love like her 
'Cause lately I've been waking up alone 
Paint splattered teardrops on my shirt
Told you I'd let them go
And that I'll fight my corner
Maybe tonight I'll call ya
After my blood turns into alcohol
No I just wanna hold ya.
Give a little time to me, or burn this out
We'll play hide and seek to turn this around..." - chłopak ucichł.
- Liam? Co jest? I co to za tekst? - zapytałam zaskoczona, ale Liam milczał. - Liam?
- No bo widzisz… - odparł po chwili.
Liam usiadł na krawędzi mojego łóżka, a ja podniosłam się do pozycji bardziej pionowej. Zbliżył się do mnie i chwycił mnie za rękę. Znów się przybliżył i szepnął mi do ucha:
- And all I want is the taste that your lips allow… - i pocałował mnie delikatnie.
Odsunął się ode mnie powoli i uśmiechnął się. Ja odwzajemniłam uśmiech i tym razem ja go pocałowałam.
Od tego dnia byliśmy parą.
~*~
Kilka dni później psycholog i lekarze stwierdzili, że jestem gotowa do wypisu ze szpitala. Wzięłam ubrania i poszłam się przebrać. Gdy wróciłam mój chłopak… ooh, tak, mój chłopak gawędził sobie z moją mamą. Podobał mi się ten obrazek.
Wróciłam do domu z mamą i Liamem. Li cały czas niósł mi torbę, bo powtarzał, że nie mogę się przemęczać. Był uroczy. 
~*~
Dzięki temu, że spotykałam się z Liamem wyszłam z tej "choroby". Ani razu nie sięgnęłam po żyletkę, a moja mama była bardzo wdzięczna Paynowi, że mnie pilnuje i daje mi ochronę, jaką nie zaznałam ze strony ojca. 
A no właśnie… Wracając do ojca. W ciągu mojego pobytu w szpitalu rozegrała się rozprawa sądowa, gdzie nastąpił rozwód moich rodziców z winy ojca. Zakazano mu zbliżania się do mnie, zabrano prawa rodzicielskie, przyznano alimenty i zamknięto go w więzieniu na 3 lata. Przed pójściem za kraty chciał mnie odwiedzić, bo dowiedział się o mojej próbie samobójczej, ale nie pozwolono mu. I słusznie, nie chciałam widzieć go nigdy więcej.
Gdy skończyłam 18 lat wprowadziłam się do Liama. Mama nie miała nic przeciwko, bo bardzo go polubiła. Była wręcz szczęśliwa, że po tak traumatycznych przeżyciach chcę ułożyć sobie życie z jakimś facetem. Ale chciałam, bo bardzo go kocham i jestem mu dozgonnie wdzięczna za to, co dla mnie zrobił. 

________________

Druga i ostatnia część :) Krótsza, ale nie mogłam więcej wymyślić. Mam nadzieję, że się spodoba i liczę na komentarze.

poniedziałek, 4 lutego 2013

#5 Liam cz. 1


Tak, przyznaję. Mam problemy z psychiką. Tnę się, a to nie jest normalne. Jednak daje mi to swego rodzaju wolność, ulgę… Być może powiecie, jak cięcie się może dawać ulgę, skoro to cholernie boli. Ale daje. Rodzice nic nie wiedzą i sama się dziwię, jak można być tak ślepym. Zamykam się w łazience na pół godziny, nie słychać szumu wody ani nic, a wychodzę blada i ledwo dochodzę do pokoju. Cóż, może dlatego nie zauważyli tego, bo mają własne, większe problemy. Są w trakcie rozwodu. A rozwód i cięcie się łączy się w jedną, okropną historię.
Otóż zaczęło się to kiedy miałam 9 lat. Pewnego wieczora, kiedy leżałam już w łóżku, przyszedł do mnie ojciec, usiadł na moim łóżku i powiedział:
- Już czas.
Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale chwilę potem się dowiedziałam. Zaczął mnie dotykać po całym ciele, po miejscach intymnych również.  W pewnym momencie chwycił moją rękę za nadgarstek i włożył sobie w spodnie. Wyrywałam się, ale za każdym szarpnięciem on mocniej mnie ściskał. Kiedy wyjął moją rękę ze swoich spodni, powiedział, bym nie mówiła mamie, co się wydarzyło, bo to się źle skończy. Pokiwałam twierdząco głową, ojciec pogłaskał mnie po włosach i wyszedł. 
To nie był jedyny raz kiedy to zrobił. Przychodził do mnie średnio co 4 dni, a właściwie noce. Przez 8 lat ciągle to robił. 8 lat byłam molestowana przez mojego ojca! Kiedy skończyłam 17 lat, zebrałam się na odwagę i powiedziałam wszystko mamie. Była przerażona, ale od razu mi uwierzyła. Przepraszała mnie, że nic nie widziała, że się nie domyślała.
A ciąć zaczęłam się kiedy miałam 16 lat. Przez niego, przez mojego ojca. 
A teraz nadszedł czas, aby pożegnać się z tym, co dostałam od Boga, a czego nie chcę dalej ciągnąć - z moim życiem. Otworzyłam szufladkę w szafce nocnej koło mojego łóżka, wyjęłam najostrzejszą żyletkę, jaką miałam, chwyciłam ją w dłoń i wyszłam do łazienki. Nie zamknęłam drzwi na klucz celowo. Niech moja matka jak najszybciej zobaczy mnie taką bezwładną, całą zakrwawioną. Usiadłam w wannie i wzięłam głęboki wdech. Przyłożyłam żyletkę do żył na nadgarstku i już po chwili zadałam pierwsze, najgłębsze cięcie. Potem drugie, trzecie, czwarte… Przestałam liczyć, bo kręciło mi się w głowie. Obraz przed oczami rozmazywał mi się, ale mimo to dalej się raniłam. Nagle zrobiło mi się ciemno i opadłam bezwładnie na krawędź wanny.
~*~
Obudziłam się z wielkim bólem rąk. Otworzyłam delikatnie oczy i ujrzałam białe pomieszczenie. "To nie jest niebo, a tym bardziej piekło…" pomyślałam. Podniosłam powoli głowę i spojrzałam na moje ręce. Całe od nadgarstków do łokci były owinięte bandażami. Podniosłam głowę wyżej i zauważyłam, że moja mama śpi na krześle. Postanowiłam jej nie budzić. Odwróciłam głowę w lewo i zauważyłam przyglądającego się mi chłopaka.
- Witaj wśród żywych! - powiedział i uśmiechnął się. - Liam jestem.
Nic nie odpowiedziałam. Położyłam głowę na poduszce i milczałam.
- Mi też miło jest cię poznać - powiedział znowu. - Ładne imię.
- Odczep się, okej? - powiedziałam ostro.
- Ej, wyluzuj. 
Pielęgniarka najwyraźniej usłyszała, że rozmawiamy i weszła do sali.
- Dzień dobry. Jak się czujesz [T.I]? 
Jej także nie odpowiedziałam. Podeszła do mnie, przyłożyła dłoń do głowy, potem obejrzała opatrunki i podeszła do mojej mamy.
- Pani [T.N]… Proszę się obudzić… - lekko szturchała ją za ramię.
Moja mama obudziła się gwałtownie i od razu do mnie podbiegła.
- Córeczko, tak bardzo cię przepraszam! To moja wina, jestem okropną matką! Najpierw ten facet, a teraz to…
"Ten facet"… tak nazywała mojego ojca, od kiedy dowiedziała się, o tym, co mi robił.
- Dobrze, teraz porozmawiasz z psychologiem. Zawołam… - pielęgniarka nie dokończyła, bo jej przerwałam.
- Nie chcę psychologa.
- Ale musisz z tą panią porozmawiać córciu, to ci pomoże - przekonywała mnie mama.
- Nie chcę, rozumiesz? Możecie wyjść, proszę?
Mama wstała, pogłaskała mnie po głowie i wyszła razem z pielęgniarką.
- Nie chcę być wścibski, ale powinnaś porozmawiać z tą psycholożką. To ci lepiej zrobi, uwierz mi… - mówił nowo poznany chłopak.
- Jesteś wścibski - ponownie się do niego odwróciłam.
- No okej, jestem. Ale porozmawiaj z nią. Będzie ci lepiej.
Sama nie wiem, w którym momencie się przekonałam. "Znałam go" zaledwie kilka, może kilkanaście minut, a już przekonał mnie do swojego zdania. 
- W porządku… - powiedziałam cicho.
Liam uśmiechnął się szeroko i wcisnął przycisk "nagłego przypadku". Do sali przybiegło pełno pielęgniarek, a mnie rozbawił ten widok. 
- Panie Payne, ile razy mamy powtarzać, że tak się nie robi? - zapytała jedna z wściekłych kobiet.
- Obiecuję, że był to ostatni raz, ale ta dziewczyna chce porozmawiać z psychologiem - powiedział również rozbawiony.
Wszystkie pracowniczki szpitala wyszły i jedna z nich przyprowadziła panią psycholog. Chciała wyprosić Liama, ale ja powiedziałam, żeby został. I został.
Rozmawiałam z nią godzinę, może półtorej. A właściwie to ona głównie mówiła, a ja od na niektóre z pytań odpowiadałam. Liam od czasu do czasu posyłał mi szeroki uśmiech na dodanie otuchy. Pomagał mi, zdecydowanie.
Kiedy skończyłam rozmowę z psychologiem, zapytała się, czy poprosić moją mamę. Odmówiłam. Nie chciałam z nią rozmawiać. Wolałam porozmawiać z Liamem.
- Czemu tu jesteś? - zapytałam.
- Wywaliłem się, skręciłem kostkę i miałem wstrząs mózgu. Trzymają mnie tu już czwarty dzień. Mam nadzieję, że wkrótce mnie wypuszczą.
- Ah… 
- A ty?
- To chyba jasne. Pocięłam się, nie widziałeś?
- Widziałem… Ale pytam bardziej dlaczego. Jej - Liam wskazał ręką na drzwi - nie chciałaś powiedzieć.
- Tobie tym bardziej nie chcę. 
Liam wstał i podszedł do mojego łóżka. Usiadł na krawędzi i powiedział:
- Mi możesz zaufać.
- Jasne. Znamy się jakieś 2 godziny i już ci mam ufać na tyle, żeby opowiadać ci historię mojego życia. O nie kolego.
W tym momencie do sali wparowała szczęśliwa pielęgniarka z jakimś papierkiem w dłoni. Mina jej lekko zrzedła, kiedy zobaczyła Liama na moim łóżku.
- Mówiłam ordynatorowi, żeby nie kłaść tej dziewczyny w sali z tobą, mówiłam!
- W porządku proszę pani - powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Eh… Panie Payne, ma pan wypis! Proszę się ubrać i za chwilę pan wychodzi!
Położyła papierek na stoliku obok jego łóżka i wyszła w podskokach z sali.
Liam podszedł do swojego łóżka, wyciągnął z pod niego torbę, w której znajdowały się ubrania i oznajmił mi, że idzie się przebrać.
Wrócił ubrany w czarne rurki i granatową bluzkę na długi rękaw. Zapakował resztę rzeczy do torby, założył ją na ramię i podszedł do mnie.
- Będę cię odwiedzać, obiecuję - pocałował mnie w policzek i wyszedł z sali.

_______________

Część druga i ostatnia już niebawem!